Muszę przyznać, że z posiedzenia na posiedzenie organ zwany Krajową Radą Sądownictwa fascynuje mnie coraz bardziej. Na przykład sposób pojmowania przez jej obecnych członków takich pojęć jak niezawisłość sędziowska czy transparentność życia publicznego mógłby być świetnym tematem niejednej rozprawy naukowej i to nie tylko z dziedziny prawa. Na ostatnim posiedzeniu rada znów zaskoczyła. Bo oto dzielnie i – trzeba to przyznać – z niemałą fantazją rzuciła się bronić tradycyjnego, polskiego i zarazem chrześcijańskiego modelu rodziny. A stało się to przy okazji opiniowania zgłoszonego przez posłów Nowoczesnej projektu ustawy o związkach partnerskich. I tu pojawia się – mówiąc delikatnie – kłopot. I to bynajmniej nieobyczajowy.
W konstytucji (która nadal obowiązuje) jest mowa o tym, że „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”, a „ustrój, zakres działania i tryb pracy Krajowej Rady Sądownictwa oraz sposób wyboru jej członków określa ustawa”. No więc sięgam do ustawy o KRS. A tam czytam, że do kompetencji rady należy m.in. „opiniowanie projektów aktów normatywnych dotyczących sądownictwa, sędziów i asesorów sądowych, a także przedstawianie wniosków w tym zakresie (…)”. Przyznają Państwo, że mało ma to wspólnego ze związkami partnerskimi? Co więcej, w ustawie nie udało mi się znaleźć ani słowa o kulturze chrześcijańskiej, małżeństwie, rodzinie czy polskiej kulturze, na których straży miałaby stać KRS, a o których rozprawiali na posiedzeniu jej członkowie, miażdżąc projekt Nowoczesnej. Wniosek jest jeden – rada w ogóle nie powinna opiniować tego dokumentu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.