Pięć lat i tyle wystarczy – tylko to łączy wszystkich w podsumowaniu kadencji Adama Bodnara. Wszystko inne – dzieli.
Dla jednych Adam Bodnar to skrajny lewak, który wykorzystywał urząd rzecznika praw obywatelskich do szerzenia niedopuszczalnych ideologii. Dla drugich – trudno wyobrazić sobie lepszego obrońcę praw człowieka, który pochylał się naprawdę nad potrzebami ludzi najsłabszych. Odzierając jednak ostatnie pięć lat sprawowania urzędu z emocji, można z pełnym przekonaniem stwierdzić: prawa i wolności obywatelskie według większości międzynarodowych rankingów z roku na rok są w Polsce ograniczane, a ombudsman temu nie zapobiegł. Bo i – to też trzeba uczciwie zaznaczyć – zapobiec nie mógł. Urząd rzecznika praw obywatelskich w systemie ochrony praw człowieka stał się fasadą – ci, którzy realnie sprawują władzę, przestali się z nim liczyć.
Medialne sprawy
Nie jest tajemnicą, że Adam Bodnar lubił głośne sprawy. Tam, gdzie pojawiały się media, tam często był też Bodnar. A czym większe media – tym chętniej. Przykład? DGP oraz TOK FM wielokrotnie zwracały uwagę na patologię polskiej polityki lekowej i nielegalnego wywozu leków, które odbijały się codziennie na tysiącach osób podróżujących od apteki do apteki w poszukiwaniu specyfiku, którego brakowało w Polsce. Rzecznik sprawą się rzeczywiście zainteresował – w wiele miesięcy później, gdy materiał na ten sam temat zrobił „Superwizjer TVN”. Podobnie było z kilkoma innymi sprawami. Siła przebicia mediów przekładała się na uwagę rzecznika. Co też odbiło się na wizerunku samego Bodnara. Przez wiele osób kojarzony jest on głównie z obrońcą praw osób nieheteronormatywnych. Rzeczywiście bowiem chętnie na te tematy wypowiadał się publicznie. Gdy jednak zobaczymy, w jakich sprawach interweniował, okaże się, że kwestie LGBT to zaledwie ułamek całej aktywności.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.