Andrysiak: Między ustami a czarnym PR, czyli prawo do krytyki kontra sądowa cenzura

Andrzej Andrysiak
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnegoDGP
8 listopada 2011

Firmy coraz częściej wykorzystują sąd do walki z oczerniającymi ich w sieci internautami. Ich prawo – wypadałoby powiedzieć. Jeśli klienci mieszają ich dopieszczone produkty z błotem, a oni – jako producenci tychże – czują się tą opinią dotknięci, idą do sądu i dochodzą swoich praw. Prezes dużej firmy czytający na forach niepochlebne komentarze na swój temat ma prawo się czuć urażony. I, jako urażony, oczekiwać zadośćuczynienia.

Ale wyobraźmy sobie taką sytuację (z życia wziętą): oto klient za swoje ciężko zarobione pieniądze wykupuje wymarzone wakacje w ciepłych krajach. W hotelu nad morzem, z pięknym widokiem i pełnym wyszynkiem. Na miejscu okazuje się, że morze jest, ale pięć kilometrów dalej, widok także, ale na autostradę. A wyżywienie z full opcją przewidziano, ale w porcjach dla trzylatków, więc klient pierwsze dwa dni głodny chodził, dopiero trzeciego nie wytrzymał i do własnego portfela sięgnął. Wraca taki klient do domu i dalej na forach się wyżywać. Że biuro podróży to oszuści, naciągacze i w ogóle, moi drodzy, obchodźcie je z daleka.

Pozostało 23% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.