Sędziowie - historia prawdziwa. "To nie jest tak, że leżą na Bahama i raz na tydzień łaskawie spojrzą w akta"

sędzia
To nie jest tak, że sędziowie leżą sobie na wyspach Bahama i raz na tydzień łaskawie spojrzą w aktaShutterStock
1 marca 2017

Zaznaczmy to jasno na początku. Ostatnie ataki na sędziów w przeważającym stopniu są poniżej wszelkiej krytyki: nader ogólnikowe, oparte w większości na wyrwanych zupełnie z prawnego kontekstu zdarzeniach, a także zbyt często podejmowane przez osoby niekompetentne. Sprowadzają się przeważnie do schematu „jedna pani drugiej pani”... Nie oznacza to jednak, że obecny system praworządności jest bez wad. I o tych prawdziwych wadach, problemach wypada szerzej pisać.

Aby je lepiej zilustrować, odwołam się do przykładu z mojej praktyki. Nic szczególnego – sprawa jakich wiele. Przed sądem administracyjnym toczy się spór o możliwość wydania decyzji o warunkach zabudowy (czyli, upraszczając, o wstępnym zezwoleniu) dla inwestycji komercyjnej – centrum handlowego. W sprawie uczestniczą, jako strony, sąsiedzi nieruchomości, która ma zostać zabudowana. Sędzia dopuszcza do głosu jedną z nich. Ta zaś łamiącym się głosem tłumaczy: „Wysoki Sądzie, jeżeli taki duży sklep handlowy powstania w naszym sąsiedztwie, to będzie wielki hałas. Mieliśmy do tej pory w naszej dzielnicy spokój. A teraz zacznie przyjeżdżać do nas połowa miasta: wszystko zniszczą, zaśmiecą... Proszę o pomoc, proszę nie niszczyć nam życia...”.

Pozostało 82% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.