Już niemal rok rząd Beaty Szydło działa w cieniu konfliktu o Trybunał Konstytucyjny. Choć nie był jego inicjatorem, okazał się jednym z głównych aktorów: gdy PiS w Sejmie przyjął uchwały odwołujące sędziów powołanych przez PO i wybrał nowych, zaprzysiężonych przez prezydenta, do akcji wkroczył właśnie rząd.
Kwestionował wydawane orzeczenia trybunału, który za niekonstytucyjne uznawał ustawy dotyczące tej instytucji (uchwalane oczywiście głosami PiS). Sprowadzało się to do odmowy brania udziału w rozprawach przez przedstawicieli rządu oraz niepublikowaniu orzeczeń TK w Dzienniku Ustaw. Rząd traktował orzeczenia jako opinie. Pat trwał, efektem była groźba powstania równoległego systemu prawnego. Wydawało się, że przełom przyniesie uchwalona w lipcu przez PiS ustawa o TK, ale trybunał rozpatrzył ją, zanim weszła w życie. Wprawdzie uchylił tyko część przepisów, ale tego orzeczenia rząd także nie uznał. Do dzisiaj funkcjonują przepisy, których nie uznaje trybunał, a opiera się na nich rząd.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.