Solska: Rzetelna diagnoza, znachorskie recepty

Joanna Solska
Joanna SolskaDGP
1 września 2011

Michał Boni, przygotowując rekomendacje do raportu „Młodzi 2011”, nawołuje do solidarności międzypokoleniowej. Tymczasem ta solidarność istnieje, ale tylko na poziomie rodzin. Dziadkowie, nie tylko finansowo, wspomagają wnuków, którzy nie mogą stanąć na własnych nogach. Rodzice biorą za nich kredyty hipoteczne, ponieważ młodzi nie mają dla banków wiarygodności kredytowej.

Miesiąc przed wyborami serca polityków wszystkich partii gwałtownie przesuwają się na lewą stronę. Wśród grup potencjalnych wyborców, których ciężka sytuacja budzi wielkie współczucie i chęć pomocy (z kieszeni podatników) wszystkich partii, znalazła się młodzież. Jej pozycja na rynku pracy od lat jest zła. Nie jest to specyfika polska, ale europejska. Średnie bezrobocie absolwentów jest dwukrotnie wyższe niż stopa bezrobocia w danym kraju, u nas też. Kryzys nie jest powodem głównym ani jedynym. Ważniejsze jest niedostosowanie systemu kształcenia do potrzeb rynku oraz brak doświadczenia młodych. Pracodawcy ich nie chcą, bojąc się, że nie zarobią na swoją marną płacę i na składki ubezpieczeniowe. Stąd popularność umów śmieciowych. To wszystko wiedzieliśmy wcześniej. Po raportach, które politycy rzucili właśnie na rynek, mieliśmy więc prawo spodziewać się nie tyle diagnozy, ile odważnych recept, jak próbować ten problem rozwiązać. Politycy zawiedli na całej linii. Ani rekomendacje ciekawego raportu rządowego „Młodzi 2011”, ani wnioski płynące z lewicowego dokumentu „Bez obaw w dorosłość”, ani też postulaty zawarte w programie wyborczym PiS nie dają nadziei, że coś się w tej sprawie zmieni. Bo liderom największych partii, Jarosławowi Kaczyńskiemu również, brakuje odwagi do zmierzenia się z problemem.

Michał Boni, przygotowując rekomendacje do raportu „Młodzi 2011”, nawołuje do solidarności międzypokoleniowej. Tymczasem ta solidarność istnieje, ale tylko na poziomie rodzin. Dziadkowie, nie tylko finansowo, wspomagają wnuków, którzy nie mogą stanąć na własnych nogach. Rodzice biorą za nich kredyty hipoteczne, ponieważ młodzi nie mają dla banków wiarygodności kredytowej. Transfery rodzinne nie rozwiązują jednak problemu, potrzebna jest zmiana polityki państwa. A tej politycy się boją. Nie chcą się narażać najliczniejszej i najbardziej zdyscyplinowanej grupie wyborców – emerytom, obecnym i przyszłym. Bo to do nich, zamiast do młodych rodzin, adresowana jest polityka społeczna. To oni konsumują prawie całą, wcale niemałą, pulę pieniędzy przeznaczonych na politykę społeczną.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.