Solska: Tęsknota za żelazną kurtyną?

Joanna Solska
Joanna SolskaDGP
6 października 2011

Bez względu na to, jaki będzie wynik niedzielnych wyborów, wygląda na to, że popularność Prawa i Sprawiedliwości rośnie. Socjologowie i psychologowie społeczni opisują elektorat tej partii od lat, ale chyba ciągle wiemy o nim zbyt mało.

Jego opisu nie wyczerpuje to, że strefa wpływów ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego pokrywa się z granicami dawnych zaborów – rosyjskiego i austriackiego, mniej uprzemysłowionych, z gorzej rozwiniętą przedsiębiorczością, z bardziej bezradnymi mieszkańcami. Niedużo też wyjaśnia koncepcja, że zwolennicy PiS więcej z budżetu państwa dostają, niż do niego wkładają, są roszczeniowi i dlatego są tak wrażliwi na obietnice, gdyż wiedzą, że nie oni będą ich fundatorami. Badania GUS nie potwierdzają bowiem, że te akurat grupy przez ostatni kryzys zostały dotknięte bardziej niż inne. Wręcz odwrotnie, od kilku lat rozwarstwienie społeczne w Polsce nie rośnie, a niechęć Platformy do reform wynikała także z obawy, że staną się bolesne dla słabszych. To nie był gest PO w stronę własnego elektoratu, który dziś czuje się z tego powodu rozczarowany. Grono zwolenników PiS z pewnością nie powiększa się z powodu braku radykalnych reform. Także interesy rolników, wśród których PiS jest bardzo popularny, przez PSL są wyjątkowo dobrze chronione. Aż za dobrze, co też przyczynia się do większego rozczarowania Platformą. Słabo więc broniłaby się teza, że rządy Platformy – PSL były krzywdzące dla beneficjentów budżetu. To raczej kłopoty państwa wynikają z braku determinacji, by grono tych beneficjentów uszczuplić.

Nieprzypadkowo też, wbrew przewidywaniom, o wiele mniej nośne okazało się hasło o drożyźnie. Chyba nie tylko dlatego że społeczeństwo jest świadome, że za kurs złotego i drogą ropę nie odpowiada rząd. To normalne, że rządzących rozlicza się za wszystko. Pomimo szybko rosnących cen nie staliśmy się jednak biedniejsi. Za średnie zarobki po kilku latach kryzysu prawie wszystkiego możemy dzisiaj kupić więcej niż np. w 2006 r. Możemy więc narzekać, że pod względem zamożności gonimy bogatsze kraje Unii zbyt wolno, ale nie możemy mieć pretensji, że ten dystans w ciągu kadencji obecnego rządu powiększył się, bo to nieprawda. Twarde fakty przeczą nastrojom i dość powszechnej frustracji. Jednak te fakty popularności rządzącym nie przysparzają, natomiast frustracja wydaje się powiększać szeregi zwolenników PiS.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.