Artur Radwan: Nie ma mocnych na urzędników

Artur Radwan
Artur RadwanDGP
13 maja 2011

Premier przegrał walkę o redukcję wśród urzędników, bo jego bronią miała być specustawa. Skuteczniejsza od przepisów byłaby zwykła rozmowa z podległymi mu szefami urzędów.

Trzeba zmniejszyć zatrudnienie w administracji państwowej. To slogan ciągle powtarzany przez premiera i prezydenta. Za kilka tygodni miną dwa lata od pierwszej próby zredukowania etatów urzędniczych. Pierwszy projekt zmian w tej sprawie trafił do kosza, bo zablokowali go sami urzędnicy. Rząd planował audyt w administracji, ale tego pomysłu też nie zrealizował. Ostatecznie wrócił do pierwotnego pomysłu zwalniania za pomocą specustawy.

Determinacja rządzących była silna, ale presja szefów urzędów jeszcze silniejsza. Ci ostatni doprowadzili do tego, że nowe przepisy zawierają wiele wyłączeń od redukcji. W rezultacie cięcia ominą urzędy określane mianem świętych krów (np. kancelarie Sejmu i Prezydenta), pracowników cywilnych większości służb mundurowych i działaczy związkowych czy społecznych inspektorów pracy. Nawet PSL chciał wyłączyć swoje agendy, uzasadniając to posiadanymi przez nie certyfikatami standardów działania. Ostatecznie po ciężkiej batalii w Sejmie uchwalono ustawę w okrojonej wersji. Wydawało się wtedy, że rząd wygrał z aparatem administracji państwowej pierwszą bitwę po kilkunastu przegranych. Teraz trzeba było tylko zmniejszyć zatrudnienie o 30 tys. urzędników.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.