Ministrowie Finansów oraz Pracy, swoim wystąpieniem sprzed dwóch tygodni, na wokandę polskiej debaty publicznej wnieśli ponownie reformy systemu emerytalnego i finansów publicznych. Niestety zgłoszona propozycja motywowana jest krótkoterminową perspektywą gaszenia pożaru w budżecie.
Jest to akcja ratunkowa przedsięwzięta, gdy światowy kryzys finansowy bezlitośnie zweryfikował nadmierne optymistyczne oczekiwania polskich polityków, przedwcześnie uradowanych perspektywą konsumpcji owoców wzrostu gospodarczego, a przez to skłonnych raczej do obniżania podatków i zwiększania wydatków budżetowych niż podejmowania trudnych działań konsolidacyjnych.
Naszym zdaniem choć inicjatywa ta dałaby rządowi trochę czasu niezbędnego do przeprowadzenia reform równoważących budżet państwa, to jej koszt w postaci nadwyrężenia stabilności systemu emerytalnego i podważenia zaufania Polaków do stałości zobowiązań rządowych w tej sferze, jest zbyt wysoki. To nie zreformowany system emerytalny odpowiada za bieżące kłopoty w budżecie – na łączny deficyt funduszy emerytalnego i rentowego w 2008 r., wynoszący 3,75% PKB złożyły się bowiem: (1) zmniejszone wpływy ze składek do funduszu rentowego, które w 2008 r. wyniosły 1,62% PKB w porównaniu do 3,28% PKB w 2006 r.; (2) deficyt funduszu emerytalnego wynikający z innych czynników – jak np. przedłużanie możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury – rzędu ok. 0,98% PKB; (3) deficyt wynikający z odpływu składek do OFE, rzędu 1,56% PKB. Gdyby nie doszło do przedwczesnego obniżenia składki rentowej, a wcześniejsze emerytury zostały zreformowane kilka lat wcześniej, to dziś nie Minister Finansów i Minister Pracy nie musieliby szukać na gwałt sposobu na załatanie dziury w budżecie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.