Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych

pieniądze1
Świetnie, że liberalne centrum przestało powtarzać jedynie zaklęcia dogmatyków o uwalnianiu przedsiębiorczości i znoszeniu obciążeń, a sięgnęło do argumentów Edmunda Phelpsa, ekonomisty o dosyć otwartym umyśle. Szkoda tylko, że chodzi o pomysły głęboko osadzone w latach 90., które wyrażają klimat intelektualny tamtej epokiShutterStock
21 lipca 2019

Gdy wolnorynkowy profesor ogłasza program redystrybucyjny wart 30 mld zł, wiesz, że coś się dzieje. Polscy liberałowie skręcili ostatnio w kierunku socjalnym, czego symbolem jest to, że program gospodarczy PO „Niższe podatki, wyższe płace” zaprezentował na konwencji prof. SGH Andrzej Rzońca.

Poza tradycyjnymi postulatami redukcji obciążeń fiskalnych i ułatwienia życia przedsiębiorcom pojawił się też pomysł co najmniej nietypowy dla tego środowiska: subwencjonowanie najniższych pensji. Jak można się było spodziewać, propozycja została szybko obśmiana w prawicowych mediach. Portal wPolityce.pl nawet nazwał prof. Rzońcę „sztukmistrzem” i zapewne nie był to komplement. Autorów programu gospodarczego PO zaskoczyć mógł jednak fakt, że pomysł dopłat do wynagrodzeń nie spotkał się też z akceptacją lewej strony sceny politycznej. Lider Lewicy Razem Adrian Zandberg napisał w „Super Expressie” wprost: „Jest to bardzo korzystne dla właścicieli firm i bardzo kosztowne dla państwa”. No ale jak to, Platforma chce rozdać biednym pracującym 30 mld zł, a ci dalej kręcą nosem? Tym lewakom normalnie nie da się dogodzić.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.