Autopromocja

ABI. Poufne informacje pod ściślejszą ochroną

Dokumenty
Do końca czerwca firmy miały obowiązek uregulowania statusu tzw. administratorów bezpieczeństwa informacji (ABI), których zadaniem jest nadzór nad danymi osobowymi. ShutterStock
30 czerwca 2015

Administratorzy bezpieczeństwa informacji odpowiadają teraz za dane osobowe przechowywane w firmie

Do końca czerwca firmy miały obowiązek uregulowania statusu tzw. administratorów bezpieczeństwa informacji (ABI), których zadaniem jest nadzór nad danymi osobowymi. Taki obowiązek nałożyła znowelizowana ustawa z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2014 nr 0 poz. 1182), która przyznaje szersze kompetencje Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych (GIODO). Nowe prawo zostało uchwalone pod koniec ubiegłego roku, zaczęło obowiązywać od 1 stycznia br., ale przedsiębiorstwa miały półroczny okres dostosowania się do jego postanowień. W momencie wejścia w życie ustawy Generalny Inspektor zaczął prowadzić rejestry ABI, jak również uzyskał możliwość przeprowadzenia w każdym podmiocie, na terenie którego dochodzi do przetwarzania danych osobowych, tzw. sprawdzenia. Firmy mogą zatrudniać na tych stanowiskach tylko osoby o określonych kompetencjach (nie karane, mające odpowiednią wiedzę), a ich status w hierarchii przedsiębiorstwa ma być dokładnie określony (mogą podlegać jedynie kierownikowi albo osobie fizycznej będącej administratorem, najczęściej właścicielowi). Jeśli ABI nie zostanie wyznaczony przyjmuje się, że jego funkcje pełni właściciel firmy. – Tego rodzaju stanowiska już istnieją lub jego obowiązki powierzane są podmiotom zewnętrznym, na zasadach outsourcingu – mówi Piotr Didenkow, prawnik z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Kluczowy dysponent

Nawet najmniejszy, zatrudniający co najmniej jedną osobę, podmiot przetwarza dane osobowe (wystarczy, że są to informacje dotyczące pracownika). Nie mówiąc już o tym, że podstawą działalności jest obecnie zbudowanie odpowiednio dużej i szczegółowej bazy kontaktów. Zgodnie z prawem tego rodzaju informacje, dotyczące podmiotów gospodarczych nie wymagają rejestracji. Jeśli jednak baza zawierać ma dane dotyczące osób fizycznych, konieczna jest ich weryfikacja i akceptacja przez GIODO.

Ustawa określa, że podczas zbierania takich informacji należy poinformować osobę, od której mają być pozyskane o adresie siedziby i pełnej nazwie zbierającego podmiotu. W przypadku, gdy budową zbioru zajmuje się osoba fizyczna, powinna ona poinformować „dysponenta danych osobowych” przynajmniej o miejscu swojego zamieszkania oraz imieniu i nazwisku. Konieczne jest także powiadomienie o celu takiej operacji (w szczególności o tym, kto będą dysponować danymi), a także przysługującym prawie dostępu do treści, możliwości poprawienia, usunięcia, a także dobrowolności przekazania. Jeśli budowa takiego zbioru nie odbywa się w celu komercyjnym, a wynika z innego obowiązku nałożonego przez prawo, zbierająca informacje firma (lub osoba fizyczna) powinna powiadomić o podstawie prawnej.

Seks i religia

Nad przetwarzaniem danych powinien czuwać ABI. Jego zadaniem jest monitorowanie właściwego przechowywania, ochrona przed udostępnieniem na zewnątrz, przetwarzaniem niezgodnie z ustawą oraz zmianą, wyniesieniem, utratą, zniszczeniem, uszkodzeniem itp. Administrator musi prowadzić szczegółową dokumentację opisującą sposób przetwarzania oraz podjęte w związku z tym środki bezpieczeństwa. Informacje takie nie mogą bowiem trafić w niepowołane ręce.

Jeżeli przedstawiciele GIODO wykryją, że w przedsiębiorstwie doszło do złamania ustawy (w bazie znajduje się na przykład zbiór danych nie zawierających zgody ich dysponentów), mają prawo zawiadomić organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa, te z kolei mogą skierować sprawę do sądu. Choć w wydawaniu wyroków w tej materii Temida, póki co, jest stosunkowo wstrzemięźliwa, to jednak za naruszenie zapisów ustawy teoretycznie grozi kara ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności. Najgorzej, gdyby w wyniku takiego działania doszłoby do „wycieku” danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, o stanie zdrowia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym. Wówczas sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech. Przedsiębiorcy, który złamie ustawę grożą ponadto sankcje administracyjne i cywilne, bo osoby pokrzywdzone mogą domagać się odszkodowania.

Wizja lokalna

Sprawdzenie zbiorów danych może być wykonane na polecenie GIODO przez ABI. Ale inspektorzy mają także prawo przeprowadzenia kontroli w pomieszczeniu, w którym zlokalizowany jest zbiór (w godzinach od 6 rano do 22 wieczorem, po okazaniu imiennego upoważnienia i legitymacji służbowej), zażądać od właściciela pisemnych i ustnych wyjaśnień, wzywać i przesłuchiwać. Przysługuje im również prawo wglądu do dokumentów i danych mających związek z przedmiotem kontroli. Do ich kompetencji należy sporządzanie kopii, przeprowadzenie oględzin urządzeń, nośników oraz systemów informatycznych, zlecanie sporządzenia specjalistycznych ekspertyz i opinii. –Najczęściej jednak, jeśli do złamania ustawy dochodzi po raz pierwszy, a zbiór niezarejestrowanych informacji nie jest pokaźny, GIODO wzywa właściciela bazy do naprawienia błędów, uzupełnienia, uzyskania brakujących oświadczeń od dysponentów itp. – precyzuje Artur Gajda, specjalista IT w małych i średnich przedsiębiorstwach.

W przypadku niewykonania wydanej przez GIODO decyzji organ ten może jednak nałożyć grzywnę, której wysokość określają przepisy ustawy z 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (Dz.U. 2012 nr 0 poz. 1015). W przypadku osób fizycznych jej maksymalna wysokość może wynieść 10 tys. zł., a gdy przedmiotem postępowania jest osoba prawna – 50 tys. zł. W razie wielokrotnego nakładania grzywien w jednym postępowaniu egzekucyjnym ich łączna kwota nie może tylko przekraczać (odpowiednio) 50 oraz 200 tys. zł.

Co pod ochroną

Nie każda informacja dotycząca osoby fizycznej podlega ochronie. Zgodnie z zapisami prawa są nimi tylko dane, które identyfikują konkretnego człowieka. Może to być więc jego imię i nazwisko, przypisane urzędowe numery, a także określenie jego cech indywidualnych (kolor oczu, charakterystyczne znamiona itp.). Bardziej ogólne informacje, takie jak na przykład numer domu, mieszkania czy wysokość wynagrodzenia, stają się danymi dopiero w połączeniu z informacjami, które identyfikują konkretną osobę. Przykładem wiadomości, będącej z całą pewnością daną osobową, jest numer identyfikacyjny PESEL. Ale już nią nie będzie samo imię lub nazwisko, bo nie pozwalają one na dokładną, szczegółową i konkretną identyfikację. Podawany podczas zapisów w rozmaitych serwisach internetowych adres mailowy może, choć absolutnie nie musi, mieć statusu informacji chronionej. – Konstrukcje abstrakcyjne, takie jak na przykład karol999@gazeta.pl, nie spełniają kryteriów informacji chronionej, bo nie pozwalają na pełną identyfikację konkretnej osoby – zauważa Artur Gajda.

– Natomiast adres zawierający imię i nazwisko, reprezentowane przedsiębiorstwo, które nie jest portalem internetowym, czy innym dostawcą tego typu usług (np. jan.malinowski@poczta.polska.pl) już za taką informację uznany zostanie niemal na pewno. Zbierając dane osobowe trudno jednak szczegółowo i na bieżąco weryfikować w jakim formacie zapisywane są adresy kontrahentów, czy klientów. – W takiej sytuacji najlepiej, gdy organizujący akcję przedsiębiorca założy, że wszystkie zebrane w pamięci lub na osobnym dysku adresy mailowe będą mieć status informacji chronionej i cały zbiór zostanie zarejestrowany – radzi Gajda.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.