Proponowany w ustawie refundacyjnej koszyk równoważnych technologii terapeutycznych budzi niepokój klinicystów. Nie powinien wszak stać się narzędziem ekonomicznym. Jednak w świetle proponowanych zmian legislacyjnych takim narzędziem się stanie. Tymczasem wybór terapii tańszej niekoniecznie może oznaczać bezpieczeństwo pacjenta.
Prof. Ewa Lech- Marańda, konsultantka krajowa w dziedzinie hematologii, zwraca uwagę, że w reprezentowanej przez nią dziedzinie leczenie jest całkowicie oparte na lekach innowacyjnych. Szczególnie więc ważna jest elastyczność w programach lekowych. Dlatego widzi zagrożenie w koszyku równoważnych technologii terapeutycznych. Ta sama linia leczenia może mieć przecież zupełnie inną skuteczność – wszystko zależy od indywidualnych cech pacjenta.
Koszyki równoważne są nierealne
– Tu nie powinna rządzić wyłącznie ekonomia. Wybór terapii tańszej niekoniecznie gwarantuje pacjentowi bezpieczeństwo. Terapie powinny być równoważne klinicznie, a nie kosztowo – przekonuje prof. Lech- Marańda. – Nie cieszy wymuszenie leczenia np. tańszą chemioterapią, co jest niezgodne z najnowszymi zaleceniami. Takie administracyjne wymuszenie sposobu leczenia budzi mój sprzeciw. Wprowadzenie w życie koszyka wymusi na lekarzu zastosowanie leku niekoniecznie dobrego dla pacjenta – podkreśla.
Klinicystkę martwią marnowane części leków, gdyż dawkowanie jest uzależnione od wagi pacjenta. Czasem więc wykorzystywane jest ledwie pół fiolki – reszta ląduje w koszu. W jej ośrodku, żeby nie marnować ampułek, próbują pacjentów gromadzić w jeden dzień. Ale to wywołuje duże zamieszanie. Co nie zmienia faktu, że drogiego leku nie powinno się wylewać.
Lecz lekiem, który wygra przetarg
Dr hab. Marcin Stajszczyk, przewodniczący Komisji ds. Polityki Lekowej Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego, jest zmartwiony, że nowych pacjentów przyjętych do programu lekowego, w świetle proponowanych zmian legislacyjnych, trzeba byłoby leczyć lekiem biopodobnym, a nie zawsze generyk jest tańszy.
– Mamy leczyć tym lekiem, który wygra przetarg, co tak naprawdę oznacza ograniczenie konkurencji. Z mojego punktu widzenia koszyki równoważne są nierealne. Nawet wewnątrz jednej klasy leków każdy z nich ma inną charakterystykę. W doborze leczenia kierujemy się chorobami współistniejącymi pacjenta. Niestety, Ministerstwo Zdrowia, przygotowując legislację, kieruje się przede wszystkim finansami – podsumowuje.
Koszyk równoważny w oczach pacjentów
Dagmara Samselska z Fundacji Amicus podkreśla, że w Polsce udała się indywidualizacja leczenia. Jeśli jednak zmiany legislacyjne weszłyby w życie w obecnym kształcie, indywidualizacja będzie łamana.
Wtóruje jej Dorota Korycińska, prezeska zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej, podnosząc argument, że terapie równoważne w onkologii są nonsensem.
– Sukces tej dziedziny polega na stosowaniu terapii innowacyjnych. Pacjent leczony generykiem będzie dłużej chorował i będzie dłużej leczony. To duży krok w tył. To testowanie na pacjentach, który z tańszych leków się sprawdzi – mówi Korycińska.
Natomiast Monika Łada, prezeska Fundacji StrwardnienieRozsiane.info, chciałaby, aby leczył ją lekarz, a nie dyrektor finansowy szpitala.
Pacjent nie bierze leku wg zaleceń? Ukarzmy go tańszą terapią
W proponowanych zmianach w ustawie refundacyjnej można wyczytać, że lekarz będzie zobligowany do kontroli przestrzegania zaleceń przez pacjenta.
– Zapewniam, że lekarze to robią i nie potrzebują zapisów w ustawie – denerwuje się dr hab. Marcin Stajszczyk. – Proponowana zmiana zmierza w kierunku karania pacjenta, który nie przestrzega zaleceń przyjmowania leku, dając mu terapię tańszą. Poprzez ustawę próbuje się usankcjonować nieskuteczne leczenie pacjentów – dodaje ekspert.
Prof. Witold Owczarek, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii, zapewnia, że co prawda w reprezentowanej przez niego dziedzinie terapie biorównoważne są stosowane, ale zamknięcie ich w programach lekowych bardzo ograniczyłoby lekarza.
– Szpital nie będzie korzystał z racjonalnej terapii, bo to nie będzie się opłacało. Szczególnie w chorobach zapalnych w III linii leczenia podanie innowacyjnego leku praktycznie cofa objawy – mówi prof. Owczarek.
Z kolei prof. Bogdan Batko, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii, podkreśla, że przy wyborze terapii trzeba uwzględnić współchorobowość pacjenta. A niektóre leki mogą ją nasilać.
– Nie ma grupy leków uniwersalnych. Nie wyobrażam sobie wyboru leku nieoptymalnego, z konsekwencjami zdrowotnymi dla pacjenta. Co do adherencji – jasne, że jest ona warunkiem skuteczności terapii. Ale jeśli pacjent nie bierze leku droższego, nie będzie też brał tańszego. Tę pomyłkę w proponowanych zmianach legislacyjnych trzeba natychmiast skorygować – uważa prof. Batko.
Dagmara Samselska obawia się, że ten zapis może stać się polem do łamania praw pacjenta. Może się przecież zdarzyć, że lekarz nawet drobne odchylenie w przyjmowaniu leku potraktuje restrykcyjnie jako nieprzestrzeganie zaleceń.
– Podam przykład. Młoda pacjentka przerwała terapię, ponieważ jej dermatologiczne skutki uboczne były bardzo uciążliwe. I co, w świetle proponowanych zmian, należy ją „ukarać” tańszą terapią? Już nie miałaby powrotu do skutecznego leczenia? – pyta Korycińska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu