Nawet roczny czas oczekiwania na wizytę u ginekologa, bezprawne wymaganie ubezpieczenia oraz brak dostępu do położnej – to główne wady opieki nad kobietami w ciąży, na które wskazują specjaliści.
– Jestem w ciąży. Chciałam się umówić do ginekologa. Kiedy najbliższy wolny termin? – to niektóre z pytań ankieterek, które się wcieliły w role ciężarnych i badały, na co mogą liczyć w polskim systemie ochrony zdrowia. W ramach „Monitoringu dostępności do usług ginekologiczno-położniczych” Fundacji Rodzić po Ludzku, który zostanie zaprezentowany dzisiaj, przepytały blisko 500 placówek medycznych z kontraktami z NFZ. Okazało się, że prawie w 25 proc. z nich czas oczekiwania przekraczał 4 tygodnie. Zaś były i takie, w których wyznaczono im datę za... 385 dni (czyli już po porodzie) lub za siedem miesięcy. Terminu nie dało się przyspieszyć nawet po tym, jak „pacjentka” tłumaczyła, że jest już w 9. tygodniu i jeżeli nie udokumentuje, że była u lekarza do 10. tygodnia, to nie otrzyma becikowego. W 87 proc. placówek ciężarne były traktowane jak reszta pacjentek. Zaś w kilku informacja o ciąży wręcz opóźniła termin wizyty.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.