Sprawa apteki w Kamieńsku jest bezprecedensowa i nie przewidział jej nawet ustawodawca

apteka 4
apteka 4ShutterStock
26 listopada 2020

- O tego typu próbach pozywania inspektorów i ciągania ich po sądach do tej pory słyszałem tylko w kontekście walki z tzw. mafią lekową. Zajmujące się nielegalnym wywozem leków grupy przestępcze kierowały też groźby pod adresem rodzin inspektorów. Mam nadzieję, że prawnicy reprezentujący sieci apteczne nie pójdą tą drogą - mówi Łukasz Waligórski, farmaceuta, redaktor naczelny branżowego portalu Mgr.farm

4666829-u168d4-lukasz-20waligorski-fot-20mat-20prasowe-20-p.jpg

O tego typu próbach pozywania inspektorów i ciągania ich po sądach do tej pory słyszałem tylko w kontekście walki z tzw. mafią lekową. Zajmujące się nielegalnym wywozem leków grupy przestępcze kierowały też groźby pod adresem rodzin inspektorów. Mam nadzieję, że prawnicy reprezentujący sieci apteczne nie pójdą tą drogą.

W mojej ocenie jest to dość nieelegancka próba wysłania komunikatu wszystkim inspektorom farmaceutycznym w Polsce, że jeśli będą cofać zezwolenia za przekroczenie zasady 1 proc. (przepis antykoncentracyjny w prawie farmaceutycznym, który jest nagminnie łamany – red.), to powinni liczyć się z tego typu oskarżeniami i procesami. Nie jest to zresztą nic nowego, bo jak doskonale pamiętamy, podczas procedowania ustawy nazywanej „apteką dla aptekarza” sieci apteczne groziły rządowi wielomilionowymi roszczeniami za utracone zyski w związku z zablokowaniem możliwości rozwoju. Tego typu groźby i próby wywierania nacisku to kolejna odsłona wieloletniego sporu między sieciami aptek, inspekcją i samorządem aptekarskim o wspomniany przepis antykoncentracyjny.

Trudno mi oceniać sprawę, nie znając jej szczegółów, niemniej w oparciu o dostępne informacje sytuacja w Kamieńsku, czyli tam, gdzie mieści się apteka, wydaje się dość klarowna. Spółka posiadająca sieć aptek kupiła kilka lat temu kolejną placówkę i była przekonana, że zgodnie z kodeksem spółek handlowych przejdzie na nią też zezwolenie na jej prowadzenie. Wojewódzki inspektor farmaceutyczny jednak odmówił zmiany zezwolenia i wpisania do niej nowej spółki, stwierdzając, że ma ona już ponad 1 proc. aptek w województwie. Tę decyzję podtrzymał Główny Inspektorat Farmaceutyczny, a potem też WSA i NSA. W tym czasie spółka, która sprzedała aptekę, przestała istnieć, choć nadal była wpisana w zezwoleniu. Wyrok NSA potwierdził, że nowa spółka nie może uzyskać zezwolenia na tę konkretną aptekę, a tym samym nie może jej prowadzić. Po wyroku NSA stan aktualny jest zatem taki, że spółka, która kupiła aptekę, nie może jej prowadzić, a ta, która może ją prowadzić, już nie istnieje. Trudno się dziwić inspektorowi, że w takiej sytuacji aptekę unieruchomił. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje, czy wygaszenie zezwolenia w tej sytuacji nastąpiło automatycznie, czy również powinno być potwierdzone decyzją inspektora. Można być pewnym, że każde zaniedbanie inspekcji czy niejasna interpretacja przepisów będą wykorzystane przez prawników sieci. Problem w tym, że sytuacja ta jest bezprecedensowa i nie przewidział jej nawet ustawodawca, konstruując przepisy prawa farmaceutycznego. Sprawę więc jak zwykle rozstrzygnie sąd. 


Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.