Wróblewska: Diabeł tkwi w szczegółach, a tych brakuje

Urszula Wróblewska
Urszula WróblewskaDGP / Potr Kowalczyk
9 kwietnia 2015

Połowa Polaków waży za dużo. Co trzeci ma nadwagę, a co piąty – jest otyły. Tak wynika z ostatnich danych Centrum Badania Opinii Społecznych. Problemy z tuszą mają także dzieci.

Z kolei raport sieci badawczej HBSC (Health Behaviour in School-aged Children), który został wydany przez europejskie biuro Światowej Organizacji Zdrowia, mówi wprost – polskie nastolatki należą do najgrubszych w Europie. Tak więc umieszczenie w projekcie ustawy o zdrowiu publicznym zakazu umieszczania reklamy złej żywności w audycjach dla dzieci, a także przed ich emisją oraz po ich zakończeniu, jest godne pochwały. Niestety, jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Zapis jest na tyle ogólny, że bez problemu można będzie go obejść. Prawo bowiem nigdzie nie precyzuje, czym jest audycja dla dzieci. Bo czy jest nią film z cyklu Kino Familijne albo pełnometrażowy film animowany wyświetlany w kinach? Otóż niekoniecznie. Ustawodawca jak zwykle zostawił duże pole do interpretacji. Tymczasem trudno oczekiwać, by producenci różnego typu szybkich przekąsek czy napojów gazowanych zrezygnowali z promowania swoich produktów w środkach masowego przekazu.

Pozostało 57% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.