Lubię zwierzęta. Kto nie wierzy, niech spyta mojego psa i kota. Albo ptaków, zimą stołują się w moim ogrodzie. Ale przyznam, że gdybym zobaczyła na posesji traszkę grzebieniastą, to... Chociaż nie, nie odważyłabym się eksterminować tego chronionego płaza. Jednak rozważyłabym podrzucenie go na działkę największego wroga. Niech ma po kieszeni i w ogóle – kłopot.
Bo traszka grzebieniasta to groźne stworzenie. Może sprawić, że zostanę ubezwłasnowolniona we wszelkich prawach do mojej własności. Wystarczy, by ktoś doniósł gminie, że się u mnie na placu draństwo zalęgło. Wtedy rada gminy powinna uchwalić, że teren, który kupiłam za własne (albo gorzej: bankowe) pieniądze i zamierzałam z zyskiem sprzedać, jest użytkiem ekologicznym. A wtedy koniec. Nie będę mogła na nim niczego wybudować (bo mogłoby to wpłynąć niekorzystnie na prokreację traszek). I już nigdy nie znajdę kupca na moją działkę. No, chyba że wariata – milionera, w co jakoś trudno mi uwierzyć.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.