Polski internet zalała fala oburzenia po doniesieniach o rzekomym, bezczelnym podstępie chińskich producentów, którzy mieli nazwać jedną ze swoich miejscowości „Bolesławiec”, by legalnie podrabiać słynne naczynia. Choć eksperci alarmują, że ta sensacyjna historia to zwykły mit, dolnośląskie fabryki i tak zmagają się z brutalną rzeczywistością – zalewem tanich imitacji z Azji, drastycznymi kosztami i tykającą bombą demograficzną.
Viral o „chińskim Bolesławcu”. Sinolożka obala wielki mit
Historia brzmiała wyjątkowo chwytliwie: chińscy przedsiębiorcy, chcąc legalnie sprzedawać masowo produkowane naczynia jako oryginalne wyroby z Dolnego Śląska, mieli doprowadzić do zmiany nazwy jednej z azjatyckich wsi na „Bolesławiec”. Te medialne rewelacje wywołały burzę, jednak rzeczywistość okazała się znacznie bardziej prozaiczna.
Jak ujawnia lokalny portal Bolec.Info, powołując się na analizę znanej sinolożki Weroniki Truszczyńskiej mieszkającej w Szanghaju, cała opowieść o przejęciu nazwy polskiego miasta to klasyczna legenda miejska.
- Brak jakichkolwiek dowodów: Autorka tej teorii nie przedstawiła żadnych dokumentów, map ani zdjęć satelitarnych potwierdzających istnienie takiej miejscowości.
- Bariera językowa: Jak tłumaczy ekspertka, w Chinach nazwy geograficzne muszą być zapisywane znakami chińskimi. Co więcej, w języku mandaryńskim po prostu nie istnieje głoska „w”, co technicznie uniemożliwia fonetyczny zapis słowa „Bolesławiec”.
Prawdziwy cios z Azji. Tanie imitacje niszczą polskie rękodzieło
Choć zmiana nazwy chińskiej wsi okazała się fejkiem, nie oznacza to, że polscy producenci mogą spać spokojnie. Prawdziwym problemem są masowo produkowane, maszynowe kalki tradycyjnych wzorów, które bez skrupułów zalewają rynki w Europie i USA.
Niedawno były premier Mateusz Morawiecki opublikował w mediach społecznościowych apel o wsparcie polskiego rzemiosła, wskazując na nierówną walkę z importem gorszej jakości podróbek. Polskie wzory – w tym charakterystyczne niebieskie kropki – są kopiowane niemal jeden do jednego, a z powodu braku globalnej ochrony patentowej walka z azjatyckimi gigantami w tamtejszych urzędach od lat przypomina walkę z wiatrakami.
Drastyczne koszty i widmo paraliżu kadrowego
Drugim, niemniej groźnym uderzeniem w polskie zagłębie ceramiczne są czynniki makroekonomiczne. Wypalanie glinianych naczyń odbywa się w piecach gazowych i elektrycznych w ekstremalnych temperaturach sięgających 1200 stopni Celsjusza. Ostatnie drastyczne podwyżki cen energii i gazu sprawiły, że wielomilionowe przychody bolesławieckich zakładów niemal w całości są pożerane przez koszty stałe.
Oficjalne dane finansowe obrazują ten dramat:
- Państwowe Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” przy ok. 51 mln zł przychodu zanotowały stratę na poziomie 0,4 mln zł.
- Spółdzielnia Ceramiki Artystycznej z wypracowanych 61 mln zł obrotu zdołała uratować jedynie 1,2 mln zł czystego zysku.
Jakby tego było mało, nad dolnośląskimi zakładami wisi kryzys demograficzny. Serwis Bolec.Info alarmuje, że średni wiek personelu w tamtejszych fabrykach wynosi obecnie aż 58 lat. Znaczną część załogi stanowią doświadczone malarki i rzemieślnicy, którzy już za dwa lata przejdą na emeryturę. Prezes Państwowych Zakładów Ceramicznych Bolesławiec, Arkadiusz Grzesikowski, w rozmowie z magazynem Forbes przyznaje, że wykształcenie nowego rzemieślnika to proces długoletni i kosztowny, a na rynku brakuje młodych rąk do pracy.
Czy unijny parasol ocali polską tradycję?
W zderzeniu z kryzysem energetycznym i zalewem taniego importu, bolesławieccy producenci upatrują ratunku w nowych regulacjach unijnych. Wprowadzone pod koniec ubiegłego roku unijne prawo dotyczące ochrony oznaczeń geograficznych dla produktów rzemieślniczych ma dać polskim firmom potężną broń do ręki.
Po zakończeniu rejestracji polscy producenci zyskają prawo do wnioskowania o zatrzymywanie i niszczenie transportów nielegalnych podróbek bezpośrednio na granicach celnych Unii Europejskiej. Zanim jednak procedury zostaną sfinalizowane, dolnośląskie fabryki muszą przetrwać najtrudniejszy sprawdzian w swojej wielopokoleniowej historii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu