Autopromocja

Koniec dyktatu Gazpromu. Nie będzie kolejnej długoterminowej umowy z Polską na dostawy gazu

8 lipca 2016

Po 2022 r., gdy wygaśnie obecny kontrakt z Rosją na dostawy gazu, kolejna długoterminowa umowa nie zostanie już podpisana - mówi w wywiadzie dla DGP Piotr Naimski pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej.

Po moich słowach pojawiło się wiele komentarzy i spekulacji. Najpierw w Rosji, później w Polsce. Powtarzam: długoterminowy kontrakt z Gazpromem wygasa w 2022 r., zaś strategia rządu zakłada, że za sześć lat chcemy sprowadzać co najmniej kilkanaście milionów metrów sześciennych gazu z kierunku północnego – z norweskiego szelfu kontynentalnego i przez gazoport w Świnoujściu. Nie widzę więc potrzeby utrzymania długoterminowego kontraktu z Gazpromem. Nawet na lepszych warunkach niż obecnie

I strategia – chcemy zastąpić dotychczasowych dostawców ze Wschodu innymi źródłami. Do tej pory większość pomysłów na dywersyfikację dostaw gazu była obliczona na zaradzenie doraźnemu kryzysowi. Mówię o wirtualnym rewersie na gazociągu Jamał, o rewersie fizycznym na Jamale czy interkonektorach. A my idziemy dalej – chcemy poprawić bezpieczeństwo energetyczne Polski na długo. Jeśli po 2022 r. Rosjanie będą oferowali bardzo dobre warunki, to rozważymy ich propozycje. Ale nie podpiszemy kontraktów długoterminowych. Do tego nie ma powrotu. Będzie to tylko dodatek do tego, co będziemy mieli zabezpieczone w sposób trwały z innych źródeł. Chcemy w końcu doprowadzić do sytuacji, w której dostawy z Rosji nie są dla nas czynnikiem egzystencjalnym.

Mamy stały poziom produkcji gazu w Polsce: ok. 4,5 mld m sześc. rocznie. Zużycie wynosi ok. 15 mld rocznie i będzie rosło. Nie gwałtownie, ale jednak. Mamy gazoport, którego przepustowość wynosi ok. 5 mld m sześc. rocznie. Ale mamy możliwość elastycznego jej zwiększenia do ok. 7,5 mld, nawet 10 mld. Mamy projekt budowy trzeciego zbiornika na gaz skroplony (LNG). Równolegle realizujemy projekt gazociągu, który połączy norweski szelf kontynentalny z Danią, a następnie – przez duński system przesyłowy, przez Baltic Pipe – z Polską. Tym gazociągiem będzie można sprowadzić ok. 7 mld m sześc. gazu rocznie. W sumie zyskamy możliwość importu niemal 20 mld m sześc. surowca z Północy. To zabezpieczy nasze potrzeby, a w dłuższej perspektywie – jest pomyślane jako źródło surowca dla regionu. Chcemy realizować strategię budowy korytarza Północ-Południe. Przy czym w tej strategii korytarz musi umożliwić przesłanie gazu z innych niż do tej pory źródeł. Oznacza to, że korytarz musi się zaczynać na szelfie norweskim i uwzględniać nasz terminal w Świnoujściu. Jego początkiem nie będzie Bałtyk, czyli w praktyce Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Mówię o tym dlatego, że ci, którzy projektują budowę Nord Stream 2, posługują się terminem korytarza Północ-Południe. Ale z Greifswaldu, systemem OPAL-EUGAL do Czech. Taki wariant nie jest tym, o co nam chodzi.

Przy dywersyfikacji źródeł dostaw powstanie prawdziwa konkurencja na rynku. To będzie rywalizacja oparta nie na zasadzie różnych kontraktów z tego samego źródła, ale na zasadzie różnych źródeł dostaw. Ten nowy element konkurencji wprowadza LNG. Oczekujemy ekspansji firm amerykańskich, które budują terminale eksportowe na Wschodnim Wybrzeżu USA. W Kongresie przechodzi legislacja, która ma pozwolić na eksport gazu skroplonego. Tego surowca będzie lada chwila dużo, zacznie się konkurencja między gazem skroplonym a gazem z rur. Oczywiście dotyczy to nie tylko gazu z Rosji, lecz także ze złóż norweskich. Właśnie dlatego chcemy mieć dwa wejścia do polskiego systemu. Aby była konkurencja. Byłem niedawno w Waszyngtonie na konferencji organizowanej przez Atlantic Council poświęconej LNG. Konkluzje były czytelne: celem Amerykanów jest wyprowadzenie jak największej ilości LNG na rynki światowe. Stany Zjednoczone chcą być na nich istotnym graczem. Jeżeli tak duża gospodarka ma taki plan, na rezultaty nie będziemy czekali długo.

Dziś trudno powiedzieć, czy będzie to duży spadek. Spodziewam się jednak, że rzeczywista dywersyfikacja dostaw doprowadzi do spadku cen.

Pierwsza przesłanka, którą się kierujemy, to bezpieczeństwo dostaw. Abyśmy je osiągnęli, potrzebujemy firm, które udźwigną to zadanie. I firm, które działają w polskim interesie. PGNiG ma to zapisane w swoim statucie. Rola PGNiG będzie duża, podobnie jak Gaz-Systemu. Równocześnie PGNiG będzie musiał sobie radzić na tym nowym, tworzącym się rynku.

Łupki w Polsce są. W tych złożach jest gaz. To wiemy. Wiemy także, że warunki geologiczne są trudniejsze niż w Ameryce Północnej. Więc koszt wydobycia jest wyższy. Do tych uwarunkowań doszedł kryzys w branży. Przy olbrzymiej produkcji gazu w USA i równoczesnym spadku cen węglowodorów firmy zaczęły wycofywać się z inwestycji w nowe złoża. Polska padła ofiarą tego trendu. Między innymi dlatego duże koncerny, takie jak Chevron, wycofały się z naszego kraju. Uznały, że nie ma dobrego czasu na takie inwestycje. Ale powinniśmy kontynuować prace badawcze. I być gotowi na lepsze czasy. Być gotowi na moment, kiedy wróci koniunktura na łupki.

Łupki są na razie traktowane marginalnie. Są oczywiście perspektywiczne, ale nie wiadomo, kiedy można zacząć je wykorzystywać. A my stoimy przed koniecznością zdywersyfikowania źródeł dostaw gazu. Tę dywersyfikację opieramy na strategii, o której wspominałem wcześniej.

Mówimy o zmianie na poziomie europejskim. Oni uważnie obserwują to, co dzieje się i w Polsce, i w regionie. Mają strategię. Polega ona na ugruntowaniu pozycji Gazpromu. Temu ma służyć drugi Nord Stream. Temu ma także służyć próba skłonienia Polski, by część gazu z Nord Stream 2 przechodziła przez polski system gazowy na południe. My tego nie chcemy. Chcemy budować rynek, a nie utrwalać monopol.

Zobaczymy. Rosjanie będą musieli dostosowywać się do nowych warunków. Do tej pory – przynajmniej w Europie Środkowej – przyzwyczaili się do dyktowania warunków kontraktowych i ceny. To się skończy.

Taką sytuację można sobie wyobrazić. Dlatego że kontrakty na przesył na Jamale również wygasają.

Właścicielem Jamału jest spółka Europolgaz. Tam stosunki własnościowe są takie, jakie są. Udziałowcy w Europolgazie nie zmienią się automatycznie w związku z wygaśnięciem kontraktów.

Zdążymy. Jest 2016 r. Połączenie Danii z szelfem, duński odcinek i to, co będzie zbudowane pod Bałtykiem, powinno ruszyć już za rok. Gazoport już jest. Mamy wystarczająco dużo czasu.

Gaz-System realizuje swoje inwestycje przesyłowe w dobrym tempie. Sprawnie i w zorganizowany sposób. A to Gaz-System będzie odpowiedzialny za ten projekt.

Jest plan B. Gdyby coś nam przeszkodziło, choć nie zakładam takich scenariuszy, dostawy z Północy możemy zrealizować za pomocą wyłącznie LNG. To jest możliwe.

Premier wspominała o tym. Co oznacza oczywiście, że taki projekt u nas jest. To jest element planu B. Pływające jednostki regazyfikujące LNG mają zalety i wady. My nie przypadkiem inwestujemy w trwałą infrastrukturę. Wariant litewski – pływającego terminalu LNG – jest po prostu droższy. Jego zaletą jest z kolei elastyczność.

Partnerzy są. Nasze spółki rozmawiają z nimi. Zainteresowani są Ukraińcy, także Węgrzy. Już istnieje możliwość przesyłu niewielkiej ilości, ok. 1,5 mld m sześc. gazu rocznie – przez Hermanowice na Ukrainę. Z kolei Ukraina dąży do dywersyfikacji dostaw. Istnieje projekt rozbudowy interkonektora z Polską do 7 mld m sześc. gazu. Ta inwestycja wpisuje się w naszą wizję korytarza Północ-Południe. Podobne projekty dotyczą Czech i Słowacji.

Mówienie o tym, jaka będzie cena gazu z Rosji, jest wróżeniem z fusów. Bo wszystko zależy od decyzji politycznej Moskwy. To nie jest rynek. Dostawami z Rosji rządzi polityka. I tak po uruchomieniu pływającego terminalu LNG w Kłajpedzie Rosjanie zaproponowali Litwie obniżkę ceny gazu o 25 proc. Jednak Wilno nie podejmuje tematu.

Komisja bywała sojusznikiem. Dawniej, dzięki Komisji, udało się doprowadzić do tego, że ten zestaw umów, które obowiązują Polskę, nie jest jeszcze gorszy. Z inicjatywy KE prowadzone są prace legislacyjne, które dodają nowe instrumenty do pakietu mającego zapewniać bezpieczeństwo w Europie. Te zapisy popieramy. Jest inicjatywa, by Komisja miała wgląd w międzyrządowe porozumienia. Jesteśmy za tym, aby zawczasu Komisja była informowana o zapisach w tych międzyrządowych porozumieniach. Inną kwestią są sprawy dostępności kontraktów. To wkracza w rynkową konkurencję. Uważamy, że albo wszystkie kontrakty powinny być udostępniane KE, albo żadne.

Baltic Pipe, odcinek między Danią i Polską pod Bałtykiem, jest na unijnej liście projektów wspólnego zainteresowania. Może się okazać, że częściowo będzie dofinansowany. Jeśli tak się nie stanie, to oczywiście i tak projekt zrealizujemy.

Tłumaczymy kolegom z Niemiec na różnych poziomach, że ta inwestycja jest realizacją nie naszej strategii, jest nie dla nas. Przekonujemy, że jest sprzeczna z naszymi planami. Nie do nas jednak należy wyrażenie lub nie zgody na tę inwestycję. Możemy tylko stwierdzić z ubolewaniem, że Berlin nie wysłuchał naszych argumentów.

Ta inwestycja ma wprowadzić do regionu gaz z tego samego źródła, dominującego od dawna. Gaz z Nord Strem 2 nie jest przeznaczony dla odbiorców i konsumentów w Niemczech czy Europie Zachodniej. Mają to być dostawy do Europy Środkowej. Z naszego punktu widzenia jest to sprzeczne z polityką dywersyfikacji źródeł. Nie dróg transportu, lecz właśnie źródeł. Nasycenie rynku gazem rosyjskim spowoduje, że dywersyfikacja nie będzie możliwa. My pamiętamy, co Rosjanie mają zapisane w swojej strategii bezpieczeństwa. Pamiętamy, że w ich założeniu eksport ropy i gazu ma być instrumentem prowadzenia polityki zagranicznej. Gaz, który popłynie z Niemiec, tylko formalnie będzie gazem europejskim. W rzeczywistości to nadal będzie gaz rosyjski. Nie trzeba tego podkreślać. To gaz z jednego źródła. Moim celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której gaz do Polski jest dostarczany z różnych źródeł. Wielu źródeł. Tak jak w Niemczech, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i we wszystkich normalnych krajach europejskich. Polska pod tym względem chce być po prostu normalnym krajem.

Ze strony inwestorów padają argumenty, że ta inwestycja zdywersyfikuje dostawy w Europie. Można je uznać za śmieszne.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.