Dwa projekty poselskie służące ograniczeniu dostępności oraz publicznej reklamy alkoholu, będące aktualnie przedmiotem prac legislacyjnych w Sejmie, zawierają rozwiązania merytoryczne zasadniczo zgodne z prawem Unii Europejskiej. Co więcej, ocenione są przez Komisję Europejską jako słuszne. Słabe uzasadnienie i niedoskonała technika prawodawcza – czyli standard, do którego niestety w Polsce przywykliśmy – mają charakter drugorzędny i mogą być bez większego trudu naprawione w ramach procesu ustawodawczego, realizując standard znany z innych państw UE oraz cele wspierane przez Komisję.
Jako stały i aktywny uczestnik prac sejmowej podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia „antyalkoholowych” poselskich projektów ustaw, czyli popieranego przez Lewicę tzw. projektu nr 2007 oraz promowanego przez parlamentarzystów Polski 2050 projektu nr 2010 (potoczne nazwy projektów od numeracji druków sejmowych), podzielę się pewną ogólną refleksją. Już dawno nie widziałem postępowania ustawodawczego, w którym zaangażowanie strony społecznej było tak duże, emocje równie intensywne, a argumenty tak zróżnicowane. Sala zawsze pęka w szwach, w kolejce do zabrania głosu ustawia się nieskończona liczba chętnych, wymiany zdań bywają ostre, a formułowane argumenty odwołują się na ogół do zdrowia społecznego, śmierci spowodowanych alkoholizmem, dramatu uzależnień, optymalnego sposobu regulacji używek, ludzkiej godności oraz indywidualnej wolności, przedsiębiorczości, miejsc pracy i swobody działalności gospodarczej. Dominuje strona popierająca ograniczenia – reprezentowana m.in. przez środowiska lekarskie, ekspertów ds. zdrowia publicznego, specjalistów terapii uzależnień, organizacje pozarządowe, w tym te reprezentujące głos młodego pokolenia.
Prywatyzacja zysku, uspołecznianie kosztów
Z mojej perspektywy kluczowe znaczenie mają argumenty prawno-ekonomiczne. Bezsporna okoliczność jest taka, że spożycie alkoholu generuje wielokrotnie wyższe koszty społeczne niż korzyści biznesowe dla przedsiębiorców oraz przychody z jego opodatkowania. W zależności od przyjętej metodologii pomiaru, łączna wartość strat szacowana jest pomiędzy ok. 100 do niemal 200 mld zł rocznie. Zgodnie z raportem nieistniejącej już Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych z 2020 r. łączna wartość kosztów społeczno-ekonomicznych wynikających ze spożycia alkoholu w Polsce określona została na poziomie 93,3 mld zł rocznie, natomiast – przyjmując podobne założenia – w 2025 r. byłoby to już 186 mld zł. Mieszczą się w tym koszty leczenia, absencji chorobowej, wypadków spowodowanych nietrzeźwością, podwyższonej przestępczości oraz zaangażowania wymiaru sprawiedliwości, a także utraconej produktywności – bo pracownik, który „radośnie” spędził poprzedni wieczór, następnego ranka nie funkcjonuje optymalnie (realny spadek wydajności pracy na kacu). Dla porównania: wpływy z podatku akcyzowego od wyrobów alkoholowych w 2024 r. wyniosły ok. 14,6 mld zł. Każda złotówka przychodów fiskalnych generuje zatem co najmniej sześć złotych strat. Mamy tu klasyczny i dobrze opisany w literaturze mechanizm: prywatyzacji zysku przy uspołecznianiu kosztów. Argument, że regulacja zaszkodzi budżetowi państwa, jest w tym kontekście wątpliwy.
Piwo zero – niewinny napój czy narzędzie marketingu?
Jednym z budzących największe kontrowersje zagadnień jest kwestia zakazu reklamy tzw. piw zero, czyli napojów bezalkoholowych, które swoim smakiem i wyglądem nie tylko przypominają napoje procentowe, ale produkowane są przez tych samych przedsiębiorców przemysłu browarniczego. Choć piwa zero bywają prezentowane jako mniej nieszkodliwa alternatywa – relatywnie „zdrowszy” produkt dla kierowcy lub pracownika, a nawet recepta na ograniczenie spożycia – brak jest przekonujących dowodów, że działa tu zamierzony mechanizm przyczynowo-skutkowy (tj. że konsumenci piją zerówki więc nie sięgają po trunek wyskokowy). Za to istnieje niemało badań wskazujących na negatywny wpływ tych produktów, zwłaszcza na osoby niepełnoletnie i zmagające się z uzależnieniem.
Napoje takie, nawet w wersji 0,0%, mogą przyzwyczajać do picia piwa jako codziennego napoju, oswajać z jego smakiem i stylem spożycia, łącząc je z kontekstem spotkań towarzyskich, co szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży może prowadzić do normalizacji tego zachowania i w przyszłości zwiększać skłonność do sięgania po alkohol etylowy. Światowa Organizacja Zdrowia z kolei zwraca uwagę, że producenci świadomie wykorzystują napoje bezalkoholowe do promowania swoich „głównych” marek alkoholowych – co w literaturze naukowej określa się mianem brand extension lub marketingu krzyżowego.
Stanowisko Komisji
Jednym z najczęściej podnoszonych zastrzeżeń wobec projektów 2007 i 2010 – obok m.in. troski o miejsca pracy, sytuację innych przedsiębiorców powiązanych z branżą alkoholową (sprzedawcy, gastronomia, turystyka, logistyka, transport) – pojawia się zarzut niezgodności z prawem UE proponowanych rozwiązań. 20 kwietnia 2026 r. Komisja Europejska wydała dwa powiadomienia odnoszące się do omawianych projektów legislacyjnych. Warto im się uważnie przyjrzeć, bo publiczna narracja na ten temat rozmija się z treścią dokumentów.
Wbrew kreowanej publicznie narracji – proponowane rozwiązania nie są niezgodne z prawem unijnym, a Komisja nie zakwestionowała samej idei ograniczenia dostępności i reklamy alkoholu.
Zacznijmy od tego, czego Komisja w obu opiniach wyraźnie nie robi: nie nakazuje wycofania projektów ani nie kwestionuje ich celów. Wręcz przeciwnie – wskazuje, że „organy Komisji, zgodnie z celami strategicznymi WHO, uznają znaczenie łagodzenia szkodliwych skutków spożywania alkoholu poprzez zmniejszanie widoczności i atrakcyjności alkoholu”. Komisja dostrzega też wprost „negatywne skutki związane ze zjawiskami rozszerzania marki lub marketingu krzyżowego, które mają miejsce w sytuacjach, gdy elementy odróżniające produktu alkoholowego są wykorzystywane do promowania produktu bezalkoholowego”. Takie praktyki – przyznaje literalnie Komisja – „mogą być uznane za reklamę i promocję alkoholu, o ile mają na celu budowanie lojalności wobec marki i promowanie produktów alkoholowych, wywołują taki skutek lub mogą go wywoływać”. Słowem: unijny regulator przyznaje, że problem istnieje, a cel regulacji jest słuszny.
Projekty są jednak obarczone mankamentami, które powinny być usunięte. Pierwszy z nich dotyczy handlu elektronicznego: zakazy reklamy i promocji, w zakresie w jakim obejmują internet, wchodzą w kolizję z przepisami dyrektywy o handlu elektronicznym. Wydaje się, że rozwiązaniem jest tutaj bardziej precyzyjna redakcję przepisu, może w ogóle bardziej kompleksowe uregulowanie obecności reklam w sferze online.
Drugą zidentyfikowaną słabością jest poziom legislacyjny projektów: Komisja wskazuje m.in. że zakaz reklamy napojów bezalkoholowych jest sformułowany zbyt szeroko, a w konsekwencji niejasno. Nieprecyzyjny język, nadmiernie pojemne kategorie, zwroty niedookreślone rodzą ryzyko wątpliwości interpretacyjnych oraz nadużyć w stosowaniu prawa, co w kontekście ewentualnych sankcji, jest nieakceptowalne.
Trzeci wątek dotyczy respektowania zasady proporcjonalności w procesie stanowienia prawa oraz rzetelności uzasadnienia potrzeby nowelizacji: projektodawca po prostu nie wyjaśnił przekonująco, dlaczego akurat te środki są konieczne i czy nie ma alternatyw mniej restrykcyjnych. To niestety stały zarzut względem krajowego systemu stanowienia prawa – ogólnikowe i propagandowe uzasadnienie projektu ustawy, fikcyjna ocena skutków regulacji, brak polityki opartej na dowodach i aktualnej wiedzy naukowej.
Naprawiać, nie porzucać
Proponowane rozwiązania nie są zatem niezgodne z prawem unijnym, a Komisja nie zakwestionowała samej idei ograniczenia dostępności i reklamy publicznej alkoholu. Zakwestionowała jakość legislacyjnego rzemiosła: nieprecyzyjność definicji, lakoniczność uzasadnienia i brak analizy alternatyw. Są to wszystko rzeczy do poprawienia – i to bez szczególnego wysiłku.
Poza doprecyzowaniem pojęć, uwzględnieniu wymogów dyrektywy o handlu elektronicznym, wzmocnienia wymaga uzasadnienie projektu. A jak pokazano na przykładach wyżej, nie brak dostępnych danych (polskich i zagranicznych) dotyczących wpływu reklamy alkoholu na inicjację picia wśród nieletnich, wyników badań nad efektem brand extension piw zero, stanowisk organów władzy publicznej, instytucji eksperckich, organizacji międzynarodowych i specjalistów psychiatrii uzależnień.
Warto uwzględnić tu również argument komparatystyczny. Jeśli wiele państw UE, w tym m.in. Francja, Irlandia, Litwa, Łotwa czy Węgry stosują daleko idące ograniczenia lub częściowe zakazy reklamy alkoholu, a i ich zgodność z prawem Unii Europejskiej nie jest obecnie kwestionowana przez instytucje unijne – analogiczne rozwiązania mogą być przyjęte również w Polsce.
Polskie projekty antyalkoholowe nie są idealne, wolne od wad, ale nie są to mankamenty dyskredytujące, a drugorzędne oraz „naprawialne”. Tym bardziej, że kierunek i cel podjętej pracy legislacyjnej – co wyraźnie przyznaje Komisja Europejska – jest słuszny.
subiektywnie
Krzysztof Koźmiński – profesor Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Zakładu Ekonomicznej Analizy Prawa, kierownik Centrum Oceny Skutków Regulacji, radca prawny, partner zarządzający kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu