Pamiętają państwo taki fragment filmu „Rejs”, kiedy inżynier Mamoń klaruje Sidorowskiemu oraz jego i swojej żonie: „I kto za to płaci? Pani płaci, pan płaci, my płacimy”. Przysłuchując się licznym debatom ekonomicznym, można odnieść wrażenie, że biorą w nich udział sami Mamoniowie. I to nie tylko u nas.
Ileż to razy można przeczytać lub usłyszeć, że rządowy pomysł będzie kosztował ileś tam milionów lub miliardów. Kogo kosztował? Oczywiście podatników. Czyli nas. Ale to nieuprawnione uproszczenie. Bo większość tego, co przedstawiamy w debacie publicznej jako koszt, to w rzeczywistości transfer. Podwyżki emerytur to koszt po stronie budżetu, ale zysk uprawionych do świadczenia oraz ich rodzin. Inny przykład – ewentualne ozusowanie umów śmieciowych to spory koszt dla pracodawców, ale zysk budżetu. Nie tylko w postaci wyższych składek, ale w długim okresie również pracujących na nieco pewniejszych warunkach pracowników. Albo państwowe budownictwo mieszkaniowe. A więc gałąź państwa dobrobytu u nas w III RP mocno niedomagająca, ale w wielu zachodnich krajach niezwykle ważna. Owszem kosztuje budżet państwa. Ale może przynieść zysk w postaci wpływów za wynajem (zwłaszcza w czasach bardzo taniego kredytu) i rozwiązywać wiele miejskich konfliktów społecznych.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.