Już nie pięć czy siedem, ale osiem lat spokoju chcą oferować kupującemu nowe auto firmy motoryzacyjne.
W żadnej innej branży producenci nie licytują się na liczby tak bardzo jak w motoryzacyjnej. W przypadku samochodów zasada „kto da więcej” obowiązuje od zawsze i zmienia się jedynie przedmiot licytacji. Marki ścigały się już na liczbę koni mechanicznych, miejsc siedzących, poduszek powietrznych (zaczynało się od jednej i na razie skończyło na 12), a nawet głośników (w Lexusie LS ukryto ich 19). Licytacja w dół, a nie w górę obowiązuje wyłącznie w dziedzinie zużycia paliwa i emisji dwutlenku węgla.
Azjatycka ofensywa
Wszystko wskazuje na to, że kolejnym etapem tej wojny między producentami aut będzie walka na gwarancje. Coraz więcej modeli objętych jest trzyletnią gwarancją, a rekordziści dają na swoje auta pięcio-, siedmio-, a nawet ośmioletnie ubezpieczenie. Problem w tym, że w większości przypadków jest ono jedynie reklamowym wabikiem na klienta – w praktyce nie dotyczy całego samochodu, lecz tylko jego wybranych elementów. Może się okazać, że po trzech latach gwarancją objęty jest już wyłącznie silnik auta i to bez osprzętu (czyli rozrządu, turbosprężarki etc.). Co więcej, większość producentów zastrzega, że uznaje gwarancję, wyłącznie jeżeli auto jest regularnie serwisowane w autoryzowanych stacjach obsługi danej marki. A to kosztuje.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.