Szokująca historia Dexii, która najpierw przeszła europejskie stress testy, a potem stanęła na krawędzi bankructwa, to sygnał, że w bankach może być więcej niewiadomych, niż nam się wydawało.
Kłopot w tym, że tradycyjne kryteria mierzące poziom bezpieczeństwa w zachodnioeuropejskich instytucjach finansowych są nieadekwatne do obecnej sytuacji. Stress testy przeprowadzone w lipcu przez unijny nadzór bankowy EBA wypadły całkiem nieźle: na osiemdziesiąt banków tylko osiem je oblało. Wprawdzie już wtedy wielu ekonomistów twierdziło, że poprzeczka została ustawiona zbyt nisko, ale nawet oni byli przekonani, że formalnie EBA nie popełnił błędu. Owszem, tzw. limit wskaźnika płynności mógłby zostać ustawiony wyżej, ale to wszystko. Problem polegał na tym, że EBA ułożyło swoje kwestionariusze według schematów obowiązujących przez dziesięciolecia, nie uwzględniając specyfiki obecnych zagrożeń.
Wpadka Dexii świadczy o tym, że wątpliwości ekonomistów nie były przesadzone. Belgijsko-francuski bank to potęga, który ratowanie pochłonie wiele miliardów euro. Analitycy ośrodka badawczego Stratfor wątpią nawet, czy rząd Belgii stać na wyciąganie za uszy tonącego bankruta, bo wydatki mogą przekraczać finansowe możliwości państwa.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.