Przyznam szczerze, że gdy słyszę określenie „bankster”, to mam mieszane uczucia. Głównie dlatego, że kreślenie wizji, w której zły sektor finansowy jest praprzyczyną wszelkich polskich nieszczęść ekonomicznych, jest dużym uproszczeniem. Na dodatek zaciemniającym inne, bardziej trafne źródła patologii (egoizm biznesu, niechęć Polaków do płacenia podatków czy ekonomiczna obojętność rządzących).
Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że w gospodarkach rozwiniętych problem nadmiernej finansjeryzacji (zdominowania gospodarki przez sektor finansowy) nie jest wyssany z palca. Podobnie jak kwestia jego współodpowiedzialności za kryzys 2008 r. oraz nadmiernego wpływu na proces demokratyczny. W zachodniej publicystyce ekonomicznej panuje przekonanie, że instytucje finansowe są jak dżin, którego wypuszczono z butelki. A moment, by można go było z powrotem do niej wtłoczyć, przypadł na latach 2009–2012. I dziś w temacie finansjeryzacji mamy powrót do przedkryzysowej „normalności”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.