Suchodolska: Jak w banku

Mira Suchodolska
Mira SuchodolskaDGP / Marek Matusiak
2 marca 2015

Jest w życiu parę rzeczy, od których nie uciekniemy – śmierć i podatki są na tej liście wymieniane na samym początku. Należałoby dopisać do niej jeszcze jedną pozycję: nieuchronność współpracy z bankiem. Zdarzają się ponoć jeszcze ludzie, którzy nie mają konta, nie korzystają z kart, nie wzięli pożyczki, nie kupili na raty pralki – ale to wymierający gatunek.

Dziś nawet bezrobotni często dostają zasiłek na rachunek bankowy, a do niego kartę. Takie czasy. Prędzej spodziewać się można całkowitego wycofania pieniędzy z obiegu (kilka krajów poważnie myśli nad tym krokiem) niż spełnienia mrzonki, że możemy się obrazić na bank i nic od niego nie chcieć. OK, jest to możliwe – pod warunkiem że na resztę życia uciekniemy do lasu, zamieszkamy w ziemiance i będziemy jeść żołędzie. To stawia banki w podwójnie uprzywilejowanej sytuacji: nie dość, że bogate, otoczone kordonem specjalistów z różnych dziedzin, którzy mogą nas zmiażdżyć ruchem ręki, to jeszcze tak naprawdę nie muszą się o nas, klientów starać. Jesteśmy, jak to się mówi, na musiku.

Pozostało 45% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.