Likwidacja Amber Gold sp. z o.o. oznacza, że firma dobrowolnie i stopniowo będzie spłacać swoje długi pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży majątku. Ma nad tym procesem czuwać likwidator. Zazwyczaj jest nim prezes danej spółki.
A tak się składa, że szefem Amber Gold jest Marcin Plichta, w przeszłości wielokrotnie skazywany za oszustwa finansowe. – Prawdopodobne jest, że klienci nie otrzymają pieniędzy, które powierzyli spółce, inwestując w depozyty oparte na szlachetnych kruszcach. Proces likwidacji spółki co do zasady jest prowadzony przez prywatnych likwidatorów, niejednokrotnie zarząd. I nie jest nadzorowany przez syndyka, odwrotnie niż w przypadku upadłości – zwraca uwagę Agnieszka Wojciechowska, radca prawny z kancelarii Foryś Wojciechowski.
Właściciel nie odpowie
Prawniczka podkreśla, że w przypadku likwidacji i upadłości spółek z o.o. i akcyjnych właściciele nie odpowiadają za ich zobowiązania, a członkowie zarządu tylko w ograniczonych sytuacjach. To oznacza, że jeśli w Amber Gold sp. z o.o. nie będzie majątku na pokrycie roszczeń, trudno będzie się domagać pieniędzy od Marcina Plichty, jeśli zarząd w porę sam zgłosi wniosek o upadłość. Kilka dni temu firma Amber Gold zapewniała, że jej majątek sięga niemal 150 mln zł, a zobowiązania wobec klientów około 80 mln zł.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.