O tym, że PKB jest fetyszem (i to złowrogim), mówi się głośno od dość dawna. Ale co się za tym właściwie kryje? To wciąż warto wyjaśniać.
Fetysz to jedna z pierwotnych form religii. Przyjmuje się w niej, że pewne obiekty mają nadprzyrodzoną moc i reprezentują bóstwa. Oddając cześć fetyszom, oddajemy więc cześć samym bóstwom. Przekładając to na realia dzisiejszych społeczeństw, fetyszem będzie wymyślona przez ludzi konstrukcja, która zaczyna być otaczana jakimś rodzajem kultu. Bez wątpienia jednym z takich bożków współczesnego świata jest wzrost gospodarczy, czyli podawana w skali kwartalnej – a potem rocznej – zmiana wielkości PKB. „Módlmy się za wzrost gospodarczy” – sam słyszałem dobrych paręnaście lat temu takie wezwanie w czasie modlitwy wiernych w jednym z polskich kościołów. Ale modlić się za PKB można również mniej dosłownie. I to się dzieje. Bo jak inaczej nazwać taką sytuację: kwartalne PKB wzrosło o 0,1 proc. PKB – co oznacza, że nie ma recesji i rząd X zostaje ocalony. A gdyby spadło o 0,1 proc., to ten sam rząd mógłby się już pakować. Faktycznie różnica jest niewielka – symbolicznie i psychologicznie ogromna. Tak działa fetysz. Tak działa kult współczesnego PKB.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.