Młodzi Hiszpanie bez pracy, eksmitowane portugalskie rodziny, Francuzi przesiadający się do rumuńskich dacii: kryzys w powszechnym odczuciu równa się biedzie. Ale ubóstwo jest rzeczą względną. Dla naszych przodków warunki, w jakich żyje się w kryzysowej Europie, wciąż zakrawają na luksus. Nie wybuchła przecież epidemia, nie ma głodu, nikt nie marznie i właściwie każdy ma dostęp do bieżącej wody.
W tym tygodniu Eurostat podał alarmujące dane. Wynika z nich, że już prawie co czwarty mieszkaniec Unii Europejskiej, łącznie 120 mln osób, żyje poniżej progu ubóstwa. W niektórych krajach – jak Bułgaria, Rumunia oraz Łotwa – w takiej sytuacji znajduje się prawie połowa społeczeństwa. – Z takimi proporcjami mieliśmy do czynienia, poczynając od średniowiecza, aż do XVI wieku. Tyle że wówczas i dziś za słowem „bieda” kryło się zupełnie coś innego – mówi DGP Herve Thery, specjalista ds. historii gospodarczej w Narodowym Centrum Badań Naukowych w Paryżu.
Eurostat stosuje kilka definicji ubóstwa. Jedna z najpopularniejszych zakłada, że zagrożeni nędzą są ci, których dochód jest niższy niż 60 proc. średniej danego kraju. Polska ledwie 2–3 lata temu sama znajdowała się na poziomie 60 proc. rozwoju Unii. A więc wszyscy, którzy w takich krajach, jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania, żyli skromniej niż przeciętny Polak, zostali w sensie statystycznym zepchnięci w ubóstwo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.