Dwa lata temu na polskim rynku pojawiła się „Ekonomia. Instrukcja obsługi” Ha-Joon Changa. Tamta książka była trochę jak tabletka aspiryny na ból głowy wywołany dogmatyzmem ekonomii neoklasycznej. Tabletka łatwa do przełknięcia i wydawana bez recepty, a więc napisana dla ludzi, którzy o ekonomii nie wiedzą nic. Książka, o której dziś państwu opowiem, to lekarstwo na tę samą chorobę. Tyle że „Ekonomia neoklasyczna. Fałszywy paradygmat” Steve’a Keena to już jest środek medyczny cięższego kalibru. To nie jest niewinna aspirynka, lecz raczej poważny antybiotyk.
Steve Keen ma swoje ważne miejsce w pierwszej lidze współczesnych ekonomicznych heretyków. Zawodowa droga Australijczyka nie była oczywista. Zaczynał od prawa i akademii sztuk pięknych. Potem chciał być nauczycielem. Doktorat z ekonomii zrobił po czterdziestce, a sprawy nie przyspieszyło to, że na każdym kroku dowodził starszym profesorom, że wykładana przez nich nauka opiera się na błędnych założeniach. W efekcie Keen przez lata ostentacyjnie funkcjonował na peryferiach australijskiej akademii. Ujściem jego buntu były badania nad pracami innych ekonomicznych heretyków, głównie zmarłego w 1996 r. autora hipotezy niestabilności finansowej Hymana Minsky’ego. Aby uczcić swojego mistrza, Keen stworzył nawet komputerowy program do wizualizacji dynamiki gospodarek narodowych. Nazwał go właśnie Minsky.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.