Tak na dobrą sprawę globalny kryzys powinien być dawno zażegnany. Ale nie jest. Przypadek? Nie sądzę.
Niektórzy mówią, że debata ekonomiczna wychyla się w naturalny takt czegoś na kształt wahadełka. Weźmy tylko XX wiek w bogatym świecie zachodniego kapitalizmu. Najpierw rządził leseferyzm wspierający się na dorobku ekonomii neoklasycznej, wolnej grze podaży i popytu oraz gospodarce w naturalny sposób wracającej do stanu równowagi. Ale to myślenie zdmuchnął wielki kryzys lat 30. Bezrobotnych liczyć trzeba było w milionach, a degrengolada tkanki społecznej urodziła systemy totalitarne oraz wojenną hekatombę. W końcu jednak kryzys został przezwyciężony. Głównie dzięki keynesizmowi (choć inne propozycje też padały). Ale ponieważ nic nie trwa wiecznie, więc i podejście popytowe doszło do swoich granic. Stało się tak, gdy w latach 70. zachodni kapitalizm wpadł w pułapkę stagflacji (czyli połączenia gospodarczej stagnacji z wysoką inflacją). To stagflacja podmyła wiarę w stare keynesowskie recepty królujące w zachodniej ekonomii w poprzednich trzech dekadach.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.