Taka bakteria jak zechce, to się rozdwoi – myślałam sobie, żując tępo bułkę w bibliotece uniwersyteckiej – a człowiek nie. Jest na zawsze sam, jeden jedyny, metafizycznie odrębny od innych istot. Jest sam, gdy żuje bułkę, a przede wszystkim sam, gdy nawiedzają go demony jego osobistych słabości moralnych.
Sam, kiedy nękają go wyrzuty sumienia z powodu niedotrzymanych obietnic. Sam, gdy próbuje zapomnieć, że zgrzeszył myślą, mową, uczynkiem lub zaniedbaniem, i tak samo sam, gdy rozpaczliwie próbuje zrobić coś dobrego. A jeśli sympatie moralne tegoż człowieka leżą bardziej po stronie liberalnej (czyli martwi go tak los człowieka wykluczonego, jak i globalne ocieplenie), to zaczyna naprawdę zazdrościć tej bakterii, która może raz dwa zrobić drugą siebie poprzez proste pączkowanie, zlecić tej nowej połowę bakteryjnych obowiązków i oddać jej część poczucia winy. Bo żeby sprostać wymaganiom wyrafinowanego sumienia naszych dobrze poinformowanych czasów, potrzeba przynajmniej człowieków dwóch.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.