To biznes, w którym mniej liczą się pieniądze, a najwięcej - świetne kontakty. Z hotelami, fotografami, wypożyczalniami samochodów, firmami cateringowymi, księżmi... Ale uwaga - idzie kryzys i zainteresowanie już jest mniejsze.
W hollywoodzkim filmie „Powiedz tak” piosenkarka Jennifer Lopez gra rzutką organizatorkę ślubów, która zdobywa kontrakt na organizację imprezy pary z amerykańskiej klasy wyższej, co oznacza brak limitów w przypadku wydatków, mnóstwo wymagań ze strony młodych (zwłaszcza panny młodej), a także prestiż i wynikające z niego nowe zamówienia od równie bogatych znajomych obecnych klientów (pod warunkiem, że wszystko pójdzie, jak należy). Lopez wymyśla więc scenariusz ceremonii, jak z rękawa podsuwa narzeczonym pomysły na lokalizację uroczystości, pomaga wybrać pannie młodej suknię ślubną, a nawet chodzi z przyszłymi małżonkami na kurs tańca. Jej praca nie wygląda jednak na zbytnio absorbującą, bo główna bohaterka ma czas, żeby po godzinach flirtować nawet z panem młodym, a najbardziej stresujący moment jej zawodu przypada na czas uroczystości, gdy musi gasić pożar w stylu ojciec panny młodej tak się zestresował, że zaszył się w pokoju i nie może poprowadzić córki do ołtarza. Czy tak wygląda praca wedding plannera w rzeczywistości?
- I tak, i nie. Podobne sytuacje mogą się oczywiście przydarzyć. Ale planowanie ślubu to ciężka praca, która zaczyna się na kilka miesięcy, a nawet na rok przed uroczystością - podkreśla Agnieszka Litwa-Ziopaja, która wraz z mężem Markiem prowadzi firmę konsultingu ślubnego Unique Moments (www.uniquemoments.pl) we Wrocławiu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.