Reklama
Jeszcze w ubiegłym tygodniu, gdy Maciej Wąsik zapowiadał odpalenie bomby granicznej, zakładałem, że polscy specjaliści od patomorfologii ustalili, czym Alaksandr Łukaszenka podtruwa migrantów. Zamiast tego wyprowadzono klacz. Czy jednak można się temu dziwić?
Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński / PAP / Radek Pietruszka
Podobnie było przecież w przypadku doktora G. w 2007 r. Głośna konferencja ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry puściła w świat komunikat o panu, który już nigdy nikogo nie pozbawi życia. W tle było 50 zarzutów. Ostatecznie z wielkiej sprawy mordercy z Wołoskiej zostały kwestie korupcyjne. Ważne, ale jednak nie o kalibrze zabójstwa. W styczniu 2013 r. sąd rejonowy skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów. Ziobro przegrał za to proces cywilny z G., w którym mówił o lekarzu jako zabójcy.
Kapiszonem była również operacja CBA przeciwko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Procesowo nic nie udało się dowieźć poza krótkotrwałym show. Tak samo było zresztą z montowaniem prowokacji przeciwko Lepperowi i celebrytom w okresie pierwszego rządu PiS. Finalnie nikt nie poszedł siedzieć, a bohater tych wydarzeń, kolega od kieliszka wysoko postawionych funkcjonariuszy CBA – agent Tomek przeszedł na stronę „układu” i zaczął oczerniać Kamińskiego.
Najnowszą odsłoną propagandowej wojny ministra od służb jest krucjata przeciwko Ludmyle Kozłowskiej. Szefowa Fundacji Otwarty Dialog została okrzyknięta rosyjską agentką i wpisana na listę osób objętych zakazem wjazdu do strefy Schengen. Kolejne kraje UE nie podzielały jednak zdania polskich służb i wpuszczały Kozłowską na swoje terytorium. W końcu szefowa FOD uzyskała status rezydenta w Belgii i z definicji wykreślono z SIS. Tak, jak w przypadku klaczy i terrorystów, w sprawie Kozłowskiej dużo było patosu. Pojawiały się doniesienia o jej bracie z Krymu współpracującym z rosyjskim wojskiem. Nie zadano sobie jednak trudu, by ustalić, że od lat mieszka on legalnie na Florydzie i stara się tam o obywatelstwo USA. Podobnie było z dokumentami ukraińskiej prokuratury, w których Kozłowską oskarżano o zdradę stanu. Wystarczył jeden telefon do Kijowa, by wykazać, że były to fałszywki. Tak samo jak jednym wielkim fejkiem był sponsorowany przez oligarchę i sutenera Vladimira Plahotniuka raport mołdawskiej komisji parlamentarnej na temat Kozłowskiej, na który powoływały się polskie służby.
Dziś jest podobnie. Minister szokuje. Próbuje przyklepać migrantom całe zło. Za tydzień zostanie z tego klacz, d…pa i kamieni kupa. Jak zawsze. ©℗