Kartoflomat 17-latka z Podlasia. Klienci sami biorą ziemniaki i zostawiają pieniądze

Ziemniaki
17-letni Franciszek Perkowski z Podlasia zbudował z ojcem tzw. Kartoflomat. Sprzedaje ziemniaki w samoobsługowym punkcie, który skonstruował wspólnie z ojcem.Shutterstock
dzisiaj, 09:15

Bez sprzedawcy, kasy i skomplikowanego automatu. 17-letni Franciszek Perkowski z Podlasia sprzedaje ziemniaki w samoobsługowym punkcie, który skonstruował wspólnie z ojcem. Kupujący sami zabierają worki i płacą gotówką lub BLIK-iem. System bazuje na zaufaniu, a według nastolatka przypadki kradzieży nie przekraczają 1 proc.

Pomysł pozwala rodzinie sprzedawać część ziemniaków bezpośrednio konsumentom zamiast kierować cały towar do skupu. Sprzyja temu lokalizacja gospodarstwa – w pobliżu trasy, którą przemieszczają się turyści odwiedzający m.in. Kruszyniany.

17-latek sprzedaje ziemniaki bez sprzedawcy. Klient rozlicza się sam

Nazwa „kartoflomat” może sugerować urządzenie podobne do automatu z napojami czy przekąskami. W rzeczywistości rozwiązanie zastosowane przez Franciszka Perkowskiego jest znacznie prostsze. W rzeczywistości to przerobiony niewielki, drewniany wózek na dwóch kołachz daszkiem, na którym umieszczono napis „kartoflomat” – donosi serwis Topagrar.pl. Dzięki temu punkt można było uruchomić bez budowania klasycznego stoiska wymagającego stałej obsługi.

Na jakiej zasadzie działa kartoflomat? W punkcie czekają przygotowane wcześniej worki ziemniaków wraz z informacją o ich wadze i cenie. Kupujący zabiera wybrany worek, a należność może pozostawić w przeznaczonej do tego skrzynce. Drugą możliwością jest płatność BLIK-iem.

Nie ma więc mechanizmu, który najpierw sprawdza płatność, a dopiero później udostępnia produkt. Sprzedaż została oparta na uczciwości klientów.

Kradzieże w kartoflomacie? 17-latek mówi o mniej niż 1 proc.

Brak sprzedawcy oznacza, że klient może teoretycznie zabrać ziemniaki i za nie nie zapłacić. Z doświadczeń Franciszka wynika jednak, że takie sytuacje należą do rzadkości – zwraca uwagę serwis. Nastolatek szacuje udział kradzieży na mniej niż 1 proc. wszystkich przypadków. Zdecydowana większość osób korzystających z kartoflomatu płaci więc za zabierany towar. To jeden z najbardziej charakterystycznych elementów przedsięwzięcia – do sprzedaży nie jest potrzebna stała obecność człowieka pilnującego punktu.

Turyści pomagają w sprzedaży. Ważna okazała się lokalizacja

Na powodzenie pomysłu wpływa położenie gospodarstwa w okolicach Krynek na Podlasiu. W pobliżu znajdują się Kruszyniany, które przyciągają odwiedzających m.in. meczetem i kuchnią tatarską.

Ruch turystyczny oznacza jednocześnie potencjalnych klientów kartoflomatu. Szczególnie dobre dla sprzedaży są ciepłe weekendy, kiedy przez okolicę przejeżdża więcej osób.Franciszek dostrzegł możliwość wykorzystania tego ruchu do bezpośredniego zbytu części produkcji gospodarstwa.

Kartoflomat może sprzedać kilka ton ziemniaków

Samoobsługowy punkt nie rozwiązuje problemu sprzedaży całej produkcji gospodarstwa. Nie jest to kanał pozwalający pozbywać się jednorazowo ilości odpowiadających tym wywożonym do skupu. Sprzedaż przy drodze jest dla rodziny Franciszka dodatkowym sposobem zagospodarowania produkcji, a nie podstawą działalności całego gospodarstwa.

Skala może być jednak większa, niż sugerowałby niewielki wózek stojący przy drodze. Według Franciszka w odpowiednim miejscu za pomocą takiego punktu można sprzedać kilka ton ziemniaków. Oznacza to możliwość dotarcia z częścią zbiorów bezpośrednio do konsumenta, bez ograniczania się wyłącznie do tradycyjnego skupu.

Źródło: gazetaprawna.pl
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.