Z raportu przygotowanego przez cztery politechniki wynika, ze wykluczonych komunikacyjnie jest aż 27 proc. mieszkańców Polski. Ministerstwo Infrastruktury wreszcie opublikowało wynika badania a rekomendacje chce wdrożyć w ramach reformy autobusowej.
Analizę w latach 2021 – 2025 wykonywały cztery politechniki: Poznańska, Gdańska, Warszawska i Śląska. Teraz wreszcie opublikowano szczegóły raportu. Naukowcy sprawdzili dostępność komunikacyjną z ponad 8 mln adresów. Przyjęto, że mieszkańcy wsi nie powinni mieć do przystanku więcej niż 1,5 km, a ci z miast – 900 m. Czas dojazdu do siedziby gminy nie może przekroczyć 45 min, a do siedziby powiatu – 75 min. Powinny się także odbywać minimum cztery pary kursów na dobę, a wydatki na bilety nie mogą przekraczać 15 proc. dochodu. Jeśli choć jeden warunek nie został spełniony to oznacza, że mieszkaniec jest wykluczony komunikacyjnie.
Gdzie jest największe wykluczenie komunikacyjne?
Po przeprowadzonym badaniu wyszło, że problem wykluczenia komunikacyjnego dotyka aż 10,1 mln mieszkańców Polski. To 27 proc. populacji kraju. Wykluczenie transportowe jest znacznie większym problemem mieszkańców wsi niż w miast. Blisko połowa tych pierwszych zmaga się z tym problemem (7,7 mln osób). W miastach dotyka to zaś 11 proc. populacji (2,4 mln osób). Wykluczenie transportowe znacznie częściej występuje na obrzeżach województw. Większe nasilenie problemu widać też na wschodzie i na północy kraju. Chodzi o zwłaszcza o województwa: lubelskie i podlaskie oraz znaczą część województw pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. W przypadku 813 gmin, czyli blisko jednej trzecie wszystkich wykluczenia dotyka od 80 do 100 proc. punktów adresowych.
Najgorzej ma młodzież i seniorzy
Grupami najbardziej poszkodowanymi są nastolatkowie i seniorzy. Zbyt młody wiek lub zły stan zdrowia sprawiają, że te osoby nie mogą korzystać z samochodu przy dojazdach do szkoły, urzędu czy sklepu. Wykluczenie transportowe dotyka aż 29 proc. nastolatków i 24 proc. seniorów.
Rekomendacje zawarte w raporcie zostały wykorzystane przy tworzeniu szykowanego od zeszłego roku projektu nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zborowym oraz ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusów. Niedawno światło dzienne ujrzała druga wersja zmian legislacyjnych. Samorządowcy i wszystkie inne zainteresowany strony miały tylko tydzień na zgłoszenie swoich opinii.
W czasie niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym okazało się, że najnowsza wersja zmian w prawie wciąż wywołuje mnóstwo zastrzeżeń i wątpliwości. Obawy budzi m.in. główne założenie reformy, według której integratorem przewozów ma być marszałek województwa. Będzie on też dysponentów środków z funduszu autobusowego. Według planu dopłatami będą objęte wyłącznie linie komunikacyjne, które zostaną zawarte w schemacie sieci komunikacyjnej województwa. Według wielu samorządowców ta zmiana będzie prowadzić do centralizacji decyzji. Wątpliwości budzi też proponowany okres umów wieloletnich, który ma być skrócony z 10 do 5 lat. Pojawiają się głosy, że zakupione autobusy nie zdążą się zamortyzować.
Jak duża dopłata do transportu na życzenie?
Chwalony jest pomysł tzw. transportu na życzenie, zgodnie z którym w rejonach słabo zaludnionych w gotowości stałyby niezbyt duże pojazdy, które można by zamawiać np. telefonicznie. Tu też jednak pojawiły się wątpliwości, czy kwota dopłaty do 1 km przejechanego przez taki pojazd, która została określona na 1 zł 15 gr., będzie wystarczająca.
Wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec zapowiedział, że zgłoszone do projektu opinie zostaną dokładnie przenalizowane. Liczy, że parlament do połowy roku przyjmie zmiany w ustawach transportowych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu