Jeszcze latem w Polsce było głośno o największych manewrach wojskowych po 1989 roku. W ćwiczeniach Anakonda 2016 wzięło udział ponad 30 tys. żołnierzy z kilkunastu krajów. Tymczasem za naszą wschodnią granicą takie liczby zupełnie nie robią wrażenia. Dwa miesiące później w trzech okręgach wojskowych ćwiczyło w sumie 120 tys. rosyjskich żołnierzy. To więcej niż liczy całe Wojsko Polskie.
Rosyjscy żołnierze ćwiczą więcej niż NATO / Dziennik Gazeta Prawna
„Ćwiczenia wojskowe to kluczowy środek, by testować, poprawiać i demonstrować gotowość do operacji wojskowych” – piszą analitycy ds. bezpieczeństwa Atlantic Council Ian Brzezinski i Nicholas Varangis, którzy analizowali skalę manewrów, które przeprowadzono po aneksji Krymu przez Rosję. W następstwie rosyjskiej agresji na szczycie NATO w Walii w 2014 r. przywódcy państw Sojuszu uznali, że potrzebna jest większa liczba ćwiczeń. I faktycznie widać w tej materii zmianę. Jak twierdzą Brzezinski i Varangis, różnica w skali ćwiczeń NATO i Rosji jest obecnie mniejsza niż jeszcze trzy lata temu, ale i tak wciąż ma istotne znaczenie strategiczne.
Reklama
Warto pamiętać, że na podstawie dokumentu wiedeńskiego przyjętego w 1999 r. przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, opisującego zobowiązania dotyczące aktywności wojskowej państw, powinny one wcześniej informować o manewrach przekraczających 9 tys. żołnierzy. „Jeśli działania przekraczają określony próg (13 tys. żołnierzy lub 300 czołgów), sygnatariusze dokumentu mają prawo do ich obserwacji.
Mogą także wnioskować o przeprowadzenie inspekcji na terytorium państwa” – pisali w Biuletynie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Robert Śmigielski i Marcin Terlikowski. W czasie Anakondy 2016 w Polsce obecni byli rosyjscy obserwatorzy.