Dziennik Gazeta Prawna
opinia
Reklama
Polski rząd podejmuje ostatnio intensywne wysiłki, aby przekonać władze największych banków, że Warszawa może zastąpić Londyn jako europejskie centrum finansowe. W zachodnich mediach (m.in. w „Financial Timesie”) nabiera tempa dyskusja na temat utraty przez Londyn dotychczasowego prymatu w tym zakresie w przypadku realizacji postanowień referendum w sprawie Brexitu.
Najważniejszym atutem Warszawy w tym kontekście są niskie podatki (19-proc. podatek liniowy) dla menedżerów i niezależnych konsultantów. Niestety, pomysł rządu PiS na likwidację podatku liniowego już na starcie zniechęci banki z Londynu do przeniesienia się nad Wisłę. Warto pamiętać, że w Wielkiej Brytanii finansowi konsultanci cieszą się 20-proc. podatkiem, który po odliczeniu kosztów uzyskania można obniżyć nawet do 15-proc. efektywnej stopy podatkowej. Z tego powodu Londyn jest, jak do tej pory, największym centrum niezależnych menedżerów i konsultantów.
Najwięksi konkurenci Londynu, czyli Paryż, Frankfurt, Amsterdam i Dublin, mają liczne wady, na których tle Warszawa wypada znacznie lepiej. Generalnie w wymienionych miastach płaci się wysokie podatki, które zniechęcają międzynarodowe banki do przenoszenia się do tych metropolii. Paryż cechuje się nie tylko wysokimi obciążeniami i sztywnym prawem pracy, ale także 35-godzinnym tygodniem pracy. Francuska Federacja Bankowa zwróciła się niedawno do rządu francuskiego z prośbą o pilne podjęcie działań w celu poprawy pozycji konkurencyjnej Paryża.
W Amsterdamie utrzymuje się wyraźna wrogość wobec bankierów po swoistej narodowej traumie spowodowanej koniecznością ratowania wielowiekowego ABN Amro Holding w czasie ostatniego kryzysu finansowego. Holendrzy drastycznie ograniczyli premie i bonusy w bankach oraz firmach ubezpieczeniowych do poziomu 20 proc. stałych pensji menedżerów, a także nałożyli jeden z najwyższych w skali europejskiej wskaźników kapitałowych dla banków. Dlatego dotychczas Holandia cieszyła się znacznie mniejszym zainteresowaniem banków międzynarodowych niż Francja czy Niemcy.
Z kolei we Frankfurcie obowiązują nie tylko surowe przepisy prawa pracy, ale i wysokie, wręcz odstraszające podatki dla menedżerów. Poza tym eksperci finansowi lepiej czują się w Berlinie i Monachium oraz niechętnie wybierają Frankfurt na miejsce osiedlenia. Wreszcie inny potencjalny konkurent Londynu, czyli Dublin, cierpi na relatywny brak powierzchni biurowych oraz stosuje wysokie stawki podatkowe od dochodów osobistych. Na tym tle pozycja konkurencyjna Warszawy nie jest najgorsza. Likwidacja podatku liniowego uderzy jednak nie tylko w jednoosobowe firmy, ale i rykoszetem odbierze naszej stolicy wszelkie szanse na stanie się jednym z najważniejszych centrów finansowych Europy. ⒸⓅ