Polskie rozmowy o imigrantach są równie oderwane od rzeczywistości, jak maturalne rozważania 18-latków na temat starości. To niezmiernie ułatwia zadanie politykom i komentatorom, którzy mogą prowadzić wydumane dysputy i snuć abstrakcyjne konstrukcje myślowe bez większych konsekwencji.
To pewnie dlatego jedni z taką łatwością wchodzą na wysokie rejestry moralnej wyższości. I stamtąd głoszą, że należy otworzyć granice, jak szeroko się da. Inni z kolei z miną kogoś, kto pozjadał wszystkie rozumy, odpowiadają: „Nie wpuścimy nikogo, niech wracają, skąd przyszli!”.
To nasze radosne oderwanie od rzeczywistości nie zmienia faktu, że w większości krajów bogatego Zachodu temat migrantów jest realnym wyzwaniem, z którym opinia publiczna i politycy muszą sobie poradzić. Jest to jednak o tyle utrudnione, że akurat w temacie migracji obozy ideowe są na Zachodzie podzielone w sposób nieoczywisty. Z jednej strony więc za otwartymi granicami jest zazwyczaj liberalny biznes, który po napływie migrantów obiecuje sobie zwiększenie puli tanich i niechętnie walczących o swoje prawa pracowników. Akurat na tym polu ręka w rękę z biznesem idą zazwyczaj przedstawiciele lewicy kulturowej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.