Nigdy nie byłem agentem, nigdy nie brałem pieniędzy. Nigdy. Przysięgam. Nic nie podpisałem, to nie są moje podpisy – mówił wczoraj Lech Wałęsa w wywiadzie dla TVN24. Były prezydent podtrzymuje tym samym swoją autorską linię w sprawie współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, aktualną od lat.
Można by napisać linię obrony, ale czy jest to rzeczywiście obrona? Nie, bo Wałęsa czuje się niewinny, więc w jego opinii bronić się nie musi. Z jego strony to raczej wyjaśnienia dotyczące złożonej rzeczywistości PRL i okresu, w którym z SB współpracował. Ci, którzy liczyli, że prezydent uderzy się w piersi, że zamknie wreszcie drzwi do przeszłości, które ciągle przytrzaskują mu palce, rozczarowali się nie po raz pierwszy. Ale zapewne po raz ostatni, bo Lech Wałęsa nigdy nie przyzna się do tego, że był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Bolek.
Nie ma szans na jakikolwiek przełom w tej sprawie. Polacy na wieki zostaną podzieleni na pro- i antywałęsowców. To kolejne wielkie polskie pęknięcie będzie się jedynie pogłębiać.