Co najmniej 41 osób zginęło w amerykańskim nalocie na pozycje fanatycznych islamistów w Libii. Samoloty zbombardowały budynki, w których mieli znajdować się zwolennicy tzw. Państwa Islamskiego. Wśród nich miał być domniemany organizator dwóch ubiegłorocznych zamachów w Tunezji.

Burmistrz miasta Sabratha w którym miało dojść do nalotów, twierdzi, że zginęło 41 osób a sześć innych zostało rannych. Według przedstawicieli tunezyjskich władz, w zbombardowanych budynkach miały znajdować się centra treningowe grup należących do tzw. Państwa Islamskiego.

Anonimowi amerykańscy wojskowi ujawnili, że wśród celów nalotów miał znajdować się także Noureddine Chouchane, domniemany organizator ubiegłorocznych zamachów w muzeum Bardo w Tunisie i na plaży w Susie. Pentagon nie chce informować o szczegółach, wiadomo jednak, że rezultaty nalotów są obecnie sprawdzane. Nie ma wiarygodnych informacji, czy mężczyzna znajdował się w zbombardowanych budynkach i czy przeżył ataki lub w nich zginął.

Reklama

Lokalne libijskie władze twierdzą, że wśród ofiar są Tunezyjczycy i Jordańczycy. Na miejscu miano znaleźć składy broni. To drugi od listopada amerykański nalot na miejsca, w których mieli znajdować się fanatycy powiązani z tzw. Państwem Islamskim.

Rok temu islamistyczne grupy rebeliantów w Libii przyłączyły się do tzw. Państwa Islamskiego. Stany Zjednoczone oceniają, że obecnie organizacja ma w Libii około 6 tysięcy bojowników.

Od czasu obalenia przed pięcioma laty rządów Muamara Kadafiego w Libii panuje chaos. Wojna domowa sprawiła, że w kraju istnieją dwa rządy i dwa parlamenty, a w wielu miejscach wciąż toczą się walki.