Francja i Niemcy, które przez lata były motorem unii walutowej, w czasie greckiego kryzysu znalazły się po przeciwnej stronie barykady, a różnice między nimi są coraz większe
Reklama
Historia rozmów ostatniej szansy z Gracją / Dziennik Gazeta Prawna
W efekcie greckiego kryzysu członkowie unii walutowej są podzieleni jak nigdy wcześniej, a narosła atmosfera nieufności będzie się utrzymywać jeszcze przez długi czas.

Reklama
Zgodnie z harmonogramem w sobotę ministrowie finansów państw strefy euro mieli ustosunkować się do nowych greckich propozycji, czyli przyjęcia dotychczasowych żądań wierzycieli w zamian za trzeci pakiet pomocowy. Wczoraj zaś decyzję ministrów mieli zatwierdzić przywódcy tych państw, a następnie całej Unii. Ministrom jednak nie udało się dojść do porozumienia i wczoraj od rana obrady były kontynuowane. Szczyt przywódców UE został odwołany, zaś przywódcy strefy euro spotkali się po południu, by – jak zapowiadano – obradować do skutku. Ale według różnych przecieków szanse na zawarcie porozumienia – przynajmniej jeszcze tego samego dnia – były niewielkie. Po południu radio RMF podało, że Grecja miałaby dostać jeszcze trzy dni na poprawienie swoich propozycji.
Problem w tym, że nawet jeśli uda się zapobiec bankructwu Grecji i jej wyjściu ze strefy euro, to mówienie o jakiejkolwiek jedności czy wspólnocie interesów nie ma obecnie racji bytu. Najbardziej wymownym przykładem jest rozchodzenie się Francji i Niemiec, czyli dwóch państw, które od początku nadawały ton integracji europejskiej i które w dużej mierze odpowiadają za utworzenie projektu o nazwie „euro”. Dziś znalazły się one po przeciwnych stronach barykady – Paryż jest najbardziej skłonny do ustępstw wobec Grecji, podczas gdy Berlin należy do grona najbardziej nieprzejednanych.
Paryż kontra Berlin
Według nieoficjalnych informacji francuscy doradcy nawet pomagali w zeszłym tygodniu greckiemu rządowy przygotować najnowszy pakiet propozycji, a gdy już zostały one przedstawione, prezydent Francois Hollande oświadczył, że są one „poważne, wiarygodne i dowodzą determinacji, aby pozostać w strefie euro”. Tymczasem niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble – choć propozycje Greków są niemal identyczne z niedawnymi warunkami wierzycieli – uznał je za niewystarczające i kwestionował to, czy Grecja dotrzyma zobowiązań. Na dodatek do prasy przeciekł dokument z niemieckim planem dla Grecji, w którym miałaby ona wybór: albo w zamian za pomoc przekaże na specjalny fundusz aktywa o wartości 50 mld euro jako zabezpieczenie dla wierzycieli, zgodzi się na zewnętrzny nadzór nad swoim rządem, a w przypadku nieosiągania wymaganych celów budżetowych cięcia będą następować automatycznie, albo jej członkostwo w strefie euro będzie zawieszone na pięć lat. Gotowość Francji, która gospodarczo coraz bardziej pozostaje w tyle za Niemcami, do ustępstw wynika też z jej własnych obaw. – Nie jestem zwolennikiem unii, która wydaje rozkazy krajom członkowskim – przyznał w rozmowie z „The Times” Pierre Moscovici, unijny komisarz ds. gospodarczych i finansowych, poprzednio francuski minister finansów.
Jastrzębie też podzielone
W przypadku narzucenia Grecji drakońskich warunków w zamian za pomoc trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek współpracę polityczną między nią a Berlinem. Ale nie chodzi tylko o Niemcy. Podczas sobotnich negocjacji równie nieprzejednane stanowisko zajmowała Finlandia, która zagroziła wycofaniem się z rozmów. Pojawiły się nawet spekulacje, że użyta zostanie specjalna klauzula, która pozwala na udzielenie pomocy w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) bez zgody wszystkich. Państwa strefy euro powinny podjąć decyzję jednomyślnie, ale w nadzwyczajnych okolicznościach wystarczy, jeśli wniosek poprą państwa mające łącznie 85 proc. kapitału założycielskiego ESM. Finlandia, której udział w ESM wynosi niespełna 1,8 proc., będzie mogła być bez problemu przegłosowana, ale nie zmieni to faktu, że unijna solidarność otrzyma poważny cios. Co więcej, podziały widać już nawet w obozie unijnych jastrzębi, czyli państw – w większości z północnej części kontynentu – które prowadzą zdyscyplinowaną politykę budżetową. – Jeśli Berlin nie wykorzysta szansy, która się pojawiła z nową grecką propozycją reform, to będzie fatalne dla reputacji Niemiec w UE i w świecie. Jeśli Niemcy będą dążyć do Grexitu, wywoła to głęboki konflikt z Francją, co będzie katastrofą dla Europy – ostrzegł w wywiadzie dla „Sueddeutsche Zeitung” minister spraw zagranicznych Luksemburga Jean Asselborn.
Podziały wewnątrz UE nie mogą ujść uwagi Moskwie. Wczoraj rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak powiedział, że rozważa ona uruchomienie bezpośrednich dostaw energii dla Grecji.