Małgorzata Fuszara powiedziała w radiowej Jedynce, że jej zdaniem te przepisy nie powinny budzić tego typu wątpliwości. Spośród opinii prawników, zamieszczonych na stronie internetowej Sejmu, tylko jedna podważa zgodność konwencji z ustawą zasadniczą.
Zdaniem Małgorzaty Fuszary, nie można mówić, że konwencja została Polsce narzucona z zewnątrz. Pełnomocniczka powiedziała, że akty Rady Europy są wypracowywane przez kraje członkowskie, czyli także Polskę.
Prace nad uchwaleniem ustawy trwały od wielu miesięcy. Dokument budzi sprzeciw zarówno opozycji, jak i wielu organizacji pozarządowych. Głównym zarzutem wobec konwencji jest niszczenie - poprzez jej zapisy - rodziny i promowanie ideologii gender.
Przeciwko ratyfikacji konwencji wypowiedział się między innymi episkopat.
"Konwencja nie promuje zwalczania realnych przyczyn przemocy, którymi są: alkoholizm, coraz szersze upowszechnianie brutalnej przemocy i pornografii w dostępnej kulturze masowej. Jej założenia wynikają ze skrajnej, neomarksistowskiej ideologii gender" - napisali w oświadczeniu biskupi.
Autorzy konwencji twierdzą natomiast, że jest to pierwszy w Europie dokument, który wprowadza rozwiązania mające chronić kobiety przed wszystkimi formami przemocy i dyskryminacji. Dokument wprowadza pojęcie tzw. płci społeczno-kulturowej i jest oparty na założeniu, że przemoc wiąże się z nierównością płci i by z nią walczyć, najpierw trzeba poradzić sobie z dyskryminacją i stereotypami.