Obrońcy praw człowieka krytykują Rosję za sprawę Swietłany Dawydowej

2 lutego 2015

Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji dwukrotnie naruszyła prawo. Do takich wniosków doszli obrońcy praw człowieka, monitorujący głośną sprawę Rosjanki oskarżanej o zdradę państwa. Wiceszef stowarzyszenia „Memoriał” Nikita Pietrow stwierdził w rozmowie z Polskim Radiem, że nie było podstaw do zatrzymania kobiety, a całe zdarzenie nazwał „prowokacją”.

Swietłana Dawydowa, mieszkanka Wiaźmy, jak zapewnia jej mąż, jest przykładną matką siedmiorga dzieci i doskonałą żoną.  Kobieta w kwietniu ubiegłego roku zatelefonowała do ukraińskiej ambasady w Moskwie, informując że znajdująca się niedaleko jej domu baza wojskowa opustoszała, co może oznaczać, że Rosja zamierza wysyłać swoich żołnierzy do Doniecka. Minęło kilka miesięcy i do mieszkania Dawydowej zapukali funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Kobietę zatrzymano pod zarzutem zdrady państwa. Obrońca praw człowieka ze stowarzyszenia „Memoriał” Nikta Pietrow twierdzi, że cała sprawa, to jedna wielka prowokacja. 

W jego opinii FSB nie powinno stosować aresztu, jako środka zapobiegawczego, wobec kobiety wychowującej siódemkę dzieci. -„Z mojego punktu sprawa Dawydowej miała zastraszyć tych Rosjan, którzy inaczej myślą niż kremlowscy politycy” - podkreśla Pietrow. Podobnego zdania jest spora grupa rosyjskich obrońców praw człowieka, dziennikarzy i działaczy obywatelskich. Napisali oni list do prezydenta Rosji Władimira Putina prosząc, aby spowodował zwolnienie kobiety z aresztu. Jak zaznaczają, najmłodsze z siedmiorga dzieci Dawydowej ma 2 miesiące i wymaga karmienia piersią.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: IAR

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.