Zapowiadając zablokowanie sankcji przeciw Kremlowi, szef greckiego rządu przeszarżował. Efekty, jakie uzyska, będą pewnie odwrotne od zamierzonych
Rząd Aleksisa Tsiprasa już w dniu objęcia władzy wywołał pierwszy spór z pozostałymi państwami Unii Europejskiej, sprzeciwiając się nałożeniu nowych sankcji na Rosję. Niezależnie, czy wynikało to z braku doświadczenia w polityce zagranicznej, czy było elementem strategii negocjacyjnej, nie pomoże raczej uzyskaniu głównego celu, jakim jest umorzenie części greckich długów.
Dzisiaj ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej spotkają się w Brukseli, aby przedyskutować sprawę zaostrzenia się konfliktu na wschodzie Ukrainy i – zgodnie z przygotowanym przez Donalda Tuska projektem dokumentu – opowiedzieć się za pogłębieniem sankcji. W takich sytuacjach w Brukseli obowiązuje zasada domniemanej zgody, czyli projekt jest przyjmowany, o ile żadne państwo nie wyrazi sprzeciwu. – Grecja się nie zgadza – oświadczył tymczasem Tsipras, wyjaśniając, że nikt nie konsultował propozycji z jego rządem. To oznacza, że nowy szef greckiej dyplomacji Nikolaos Kodzias może dziś sankcje zawetować.