Nieważne, czy chadek Jean-Claude Juncker lewicuje. Nieważne, że szefem Parlamentu Europejskiego pozostaje socjalista. W zasadzie drugorzędne znaczenie ma to, kto zajmie stanowisko szefa tzw. unijnej dyplomacji. W paneuropejskiej układance kadrowej kluczowe jest to, kto nadaje ton grze. Tym kimś jest Angela Merkel, która na potrzeby kadrowe stworzyła w Unii szeroką koalicję socjalistów i chadeków. Sprawdzony patent na gruncie RFN.
Właściwie żadna kandydatura nie może przejść bez agrément Merkel. Nie inaczej jest też w przypadku następcy Rompuya i Ashton. Kanclerz spotkała się i poklepała po plecach Tuska, który solidnie odrabiał lekcje prowadzone przez nią w czasie negocjowania paktu fiskalnego. Merkel nie widzi też nic złego w kandydaturach byłych premierów Łotwy i Estonii, którzy niczym pilni uczniowie brali udział w kursach austerity/austerität, czyli surowości w finansach. Nie ma też nic przeciwko bliskiej północnej mentalności w polityce gospodarczej szefowej rządu Danii Helle Thorning-Schmidt.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.