Otwarto część obwodnicy i nowy most przez Wisłę, a i tak większe korki niż w Warszawie są tylko w Moskwie i Stambule. W tym roku w ulicznych zatorach spędzimy pięć godzin więcej niż w zeszłym.
W tym roku mieszkaniec Madrytu czy Liverpoolu, dojeżdżając codziennie do pracy, spędzi w korkach 2,5 dnia. Warszawiak – 4,5 dnia. Kolejny rok z rzędu stolica Polski znalazła się w ścisłej czołówce najbardziej zatłoczonych miast. I to mimo kolejnych inwestycji mających odkorkować miasto. Co robimy źle?
Najnowszy raport firmy TomTom to jedno z opracowań, w których Warszawa wolałaby się nie znaleźć. Jednak już od kilku lat niezmiennie bryluje w jego czołówce. O miejscu w rankingu decyduje średni poziom zatłoczenia. Dla Warszawy wynosi 44 proc. Oznacza on, o ile więcej czasu zajmuje przejazd przez miasto w porównaniu z sytuacją, gdy ruch uliczny przepływa swobodnie (czyli jeśli przy niewielkim ruchu dojazd zajmuje nam 20 minut, to przy wzmożonym – już niemal 30). Zakładając, że nasz dojazd do pracy trwa pół godziny, a sytuacja nie ulegnie poprawie, w tym roku w korkach spędzimy aż 110 godzin. W 2012 r. było to 105 godzin przy wskaźniku zatłoczenia wynoszącym 42 proc.