W przetargach na broń nie ma lobbystów. Jest załatwiactwo - tłumaczy Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony w latach 1992, 1997–2001. Został odwołany w związku z publikacją prasową zarzucającą mu korupcję, ale sąd uniewinnił go w 2010 r.

Generał Waldemar Skrzypczak, śledztwo w sprawie korupcji, dymisje na szczytach kontrwywiadu wojskowego – ostatnio głośno o zamówieniach dla armii. Jak wygląda lobbing wokół takich zamówień?

W cywilizowanym świecie ludzie, którzy reprezentują firmy zbrojeniowe, są znani i działają jawnie. Odwiedzają kupujących uzbrojenie, mówią, w czyim imieniu działają, i starają się przekonać, dlaczego produkt ich firmy warto kupić. Mają argumenty merytoryczne, które specjaliści wojskowi mogą zweryfikować. Mają także zarejestrowaną działalność jako lobbyści i płacą od niej podatki. W Polsce na liście sejmowej zarejestrowanych lobbystów dwie osoby wpisały do zakresu swej działalności obronę (domyślam się, że narodową), ale ponadto także zdrowie, ochronę środowiska, komunikację. Nie są to jednak osoby zajmujące się uzbrojeniem, dziś nie mamy żadnego zarejestrowanego lobbysty w tej dziedzinie.