Gdyby to Europejczycy mieli wybierać prezydenta USA, bez trudu wygrałby ten urzędujący. Mimo wszystko.
Po czterech trudnych latach w Białym Domu niewiele zostało wprawdzie z obamomanii, która ogarnęła podczas poprzedniej kampanii cały Stary Kontynent. Wystarczy przypomnieć sobie ówczesną wizytę Obamy w niemieckiej stolicy. Żeby zobaczyć kandydata Demokratów, pod berlińską Kolumnę Zwycięstwa przyszło wówczas 200 tys. osób. Protokół złamała nawet kanclerz Angela Merkel, przyjmując pretendenta do Białego Domu w urzędzie kanclerskim. Dziś sympatia do Obamy nie jest już taka bezwarunkowa. Symptomatyczny rachunek Obamie wystawił niedawno niemiecki tygodnik „Die Zeit”. Wśród plusów wymienił reformę ochrony zdrowia i rynków finansowych oraz generalne odejście od bushowskiego imperializmu. Zganił go jednak za trzy sprawy: złamanie obietnicy zamknięcia obozu w Guantanamo, niedostrzeganie Europy jako strategicznego partnera dla Ameryki i nieskuteczność w naprawianiu amerykańskiej gospodarki.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.