"Wszyscy ci niedowiarkowie, wszystkie brytyjskie i amerykańskie gazety, czy nawet telewizje przekreśliły Agnieszkę jeszcze przed rozpoczęciem finału. Nie wierzyli, że ona swoją subtelną techniczną grą jest w stanie przeciwstawić się wielkiej Williams i jej serwisowi. A tu okazało się, że chwilami Serena musiała dać z siebie tysiąc procent, żeby wygrywać piłki z Agnieszką" - powiedział po finale Wojciech Fibak, najlepszy w historii polski tenisista.

"Widać było u niej dużą nerwowość, a nawet pewne załamanie w końcówce drugiego seta. Wtedy była wręcz zagubiona i przestała wierzyć, że może wygrać ten mecz. Jednak potem się odnalazła i znów przycisnęła Agnieszkę. Wygrywając po raz piąty Wimbledon potwierdziła, że jest jedną z najlepszych tenisistek wszech czasów. Jednak Agnieszka trochę skradła jej show, udowadniając, że nieprzypadkowo jest numerem trzy na świecie" - dodał.

Awans do finału londyńskiej imprezy dał Radwańskiej awans na drugie miejsce w rankingu WTA Tour, najwyższe w karierze. Wyprzedziła Rosjankę Marię Szarapową, podobnie jak Białorusinka Wiktoria Azarenka, która po miesiącu wróci na prowadzenie w tej klasyfikacji.

"Dzisiaj mało kto by wygrał z Agnieszką na tym korcie trawiastym, pamiętajmy, najtrudniejszym korcie na świecie. Agnieszka grała świetnie i w obronie, i w ataku, nisko na nogach, bardzo wcześnie uderzała piłki. Właściwie jeśli Serena nie zdobywała punktu samym serwisem czy returnem, to zaczynały się problemy i długie wymiany, w których lepsza była Polka. Dopiero w końcówce szala przy dłuższych piłkach przechyliła się na korzyść rywalki" - ocenił Fibak.

"W telewizji dawni czołowi zawodnicy świata wypowiadali się raczej w takim tonie: mamy nadzieję, że ten mecz choć trochę potrwa. Nie docenili Agnieszki, którą londyńska koneserska publiczność pokochała i dzisiaj bardziej jej kibicowała, choć nie pamiętała jej ze zwycięstwa juniorskiego w 2005 roku. W tegorocznym Wimbledonie Radwańska nie pokonała Szarapowej czy kogoś podobnego, a mało kto pewnie zwrócił uwagę na jej zwycięstwa nad Kirilenko czy Kerber. Jednak dzisiejszym finałem z Sereną zdobyła tu kredyt sympatii na najbliższe pięć, siedem lat. Będzie tu dopingowana, będzie lubiana i będzie miała tu dobrą prasę" - dodał.

Pierwsze pięć gemów finału należało do Williams, ale gdy Polka zdobyła serwis na 1:5, otrzymała długą owację. Publiczność wspierała ją gorąco, gdy przegrywała 1:3 w drugiej partii, a później z coraz większym podziwem, gdy odrobiła straty i przełamała serwis Amerykanki na 7:5.

"Na początku trzeciego seta czułem, chyba wszyscy w tym naszym boksie czuliśmy, że Agnieszka może ten mecz wygrać. Wydawało mi się, że wyjdzie w nim jednak większe zmęczenie u Sereny po grze w deblu. Opanowała nerwowość i nagle serwis jej wrócił, szczególne znaczenie miał chyba ten gem na 2:2, wygrany czterema asami (najkrótszy gem w tegorocznym turnieju, trwał 49 sekund - przyp. PAP). Ewidentnie wtedy poczuła znów swoją siłę i złapała wiatr z w żagle" - powiedział Fibak.

"Być może przez głowę Agnieszki, kiedy wygrała po break pointach gema przy swoim serwisie na 2:1, przeleciały kilka razy myśli: może wygram Wimbledon. Wygrać finał Wimbledonu z Sereną Williams? Ciężko jest odgonić takie myśli. Nie wiem co się dokładnie działo wtedy w głowie Agnieszki, ale od tego momentu Amerykanka wygrała pięć gemów i mecz, grając swój najlepszy tenis z początku spotkania" - dodał.