Krótko przed godziną 13 w Loży Królewskiej na Korcie Centralnym The All England Lawn Tennis and Croquet Club pojawił się książę Kentu, honorowy prezes wiekowego klubu mieszczącego się przy Church Road. To osoba, która tradycyjnie wręcza w drugi weekend turnieju trofea zwycięzcom Wimbledonu. Pierwszy z czwartkowych półfinałów oglądał też szef Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) Francesco Ricci Bitti.

Skromniej nieco wyglądał "Player's Box" krakowianki, w którym podobnie jak w poprzednich jej meczach znaleźli się matka Marta, trener Tomasz Wiktorowski, były menedżer sióstr Radwańskich - Wiktor Archutowski oraz grupa przyjaciół i przedstawicieli sponsorów. Nową twarzą w tym gronie był Wojciech Fibak, który w Londynie pojawił się dopiero w środę wieczorem.

Zabrakło natomiast młodszej siostry Urszuli, która dzień wcześniej poleciała do domu przepakować się przed dwoma występami w turniejach WTA w USA.

W takim towarzystwie obie tenisistki rozpoczęły grę od wysokiego "C", nie tracąc punktów w pierwszych swoich gemach serwisowych. Jednak w trzecim gemie Radwańska nieoczekiwanie przegrała swoje podanie, więc parę minut później na tablicy pojawił się wynik 1:3.

Od tego momentu jednak Polka zdobyła kolejne pięć gemów, w tym dwa dzięki "breakom". Wykorzystała już pierwszego setbola po 29 minutach gry pełnej solidnych serwisów, zaciętych wymian z głębi kortu czasem przerywanych wypadami do siatki, albo efektownymi minięciami atakującej rywalki, a sporadycznie zepsutymi piłkami. W wielu przypadkach błędy były wymuszone świetnymi zagraniami z obydwu stron.

Drugi set rozpoczął się, podobnie jak pierwszy, od pewnie utrzymywanych serwisów, ale w piątym gemie nieco mniejsza siła i precyzja drugiego podania, umiejętnie wykorzystana przez krakowiankę, kosztowała Kerber kolejne przełamanie, już przy pierwszej okazji.