Gwizdy, buczenie i nieprzyjazne okrzyki podczas wystąpienia premiera Putina w ringu nie były skierowane pod jego adresem - przekonuje rzecznik szefa rządu Dmitrij Pieskow. Jego zdaniem ofiarą widowni był Amerykanin, który przegrał walkę wieczoru - pisze portal tvn24.pl.

- Władimir Putin nie odebrał tego pod swoim adresem, bo z ringu, gdzie stał, było widać w oczywisty sposób, że wszystkie te nieprzychylne odgłosy są skierowane do zawodnika, który przegrał walkę - cytuje rzecznika tvn24.pl.

Pieskow powiedział, że widział wszystko dokładnie, bo stał w tym momencie koło ringu i "kiedy zakończyła się walka i Monson opuszczał salę, przebijał się przez tłum przy pomocy sekundantów, i w tym momencie rozległy się gwizdy" - pisze portal.

"Mówienie o jakimś sygnale pod adresem Putina jest absurdem".

Do incydentu doszło w niedzielę

Buczenie i gwizdy rozległy się, gdy Putin wyszedł na ring, by pogratulować zwycięstwa 36-letniemu Jemieljanience. Akompaniament taki towarzyszył szefowi rządu również, gdy wygłaszał krótkie przemówienie okolicznościowe. Nastrój na trybunach uległ zmianie dopiero wtedy, kiedy głos zabrał sam bohater wieczoru.

Walkę Jemieljanienki z 40-letnim Monsonem w Hali Olimpijskiej oglądały 22 tys. widzów. Transmitowała ją na żywo telewizja państwowa Rossija-2. Gdy później stacja ta powtarzała kadry z gratulacjami od premiera, buczenie i gwizdy "wyciszono", nakładając na nie inne odgłosy z trybun.